Kategorie: Wszystkie | Aktualności | FILMY | Jesień | Lato | O blogu | PLUS MINUS | Wiosna | Wystawy | Zima
RSS
czwartek, 04 maja 2017
Koniec i początek

Psy

W tym roku w zwierzęcym stadku od samego początku karuzela życia kręciła się jakby szybciej – kilka psów wypadło z niej niemal jeden po drugim, choć teoretycznie niektórych z tych odejść się spodziewaliśmy.

 

Misia

Canon

Puszek

                Zdążyłam zrobić kilka zimowych zdjęć wszystkim psom, nawet Puszkowi. Okazało się, że w jego przypadku były to już ostatnie zdjęcia, jakie  wykonałam. 23 lutego, po niespełna czterech latach życia, niespodziewanie przeszedł za Tęczowy Most.

 

Kacper

Grażyna

                Od pewnego czasu, gdy otwierałam oczy w zimowe poranki, miałam wrażenie, że śnieg wdarł się nawet do mojego pokoju. Domniemanymi śnieżynkami okazywało się futro Grażyny. Sprzątałam je cierpliwie i wyskubywałam z dywanów do momentu, aż zaczęło pojawiać się ponownie już po pięciu sekundach od usunięcia. Tak, w środku zimy, czyli 30 stycznia, zrobiłam uroczej kocince niespodziankę i zaprosiłam do niej panią fryzjer. Przez najbliższe dwa miesiące miałam spokój z fruwającymi kłębami, ale zyskałam dodatkowego kociego lokatora pod kocem w łóżku. Później Grażyna obrosła na tyle, że nie potrzebowała ogrzewania, ale sądzę, że w porze wakacyjnej znów będzie wymagać ostrzyżenia. Będzie to z pewnością ten dzień, kiedy po obudzeniu w środku lata zobaczę śnieg w pokoju.

 

Canon

Hektor

Hektor

Hektor

Miki

                Po śmierci Puszka zima trwała jeszcze jakiś czas, ale atmosfera na podwórku była inna. Psy rozluźniły się i były bardziej skłonne do zabaw, zwłaszcza małe. Hektor zaczął chodzić z pyskiem zapchanym piłeczką, ale odbierać mu ją był skłonny tylko tata. Tylko jemu chciało się siłować z owczarkiem, czekać, aż łaskawie podejdzie i pozwoli się złapać. W swej naiwności przełożyłam przez piłkę obróżkę, żeby mieć za co ją chwycić i przynajmniej pobawić się z Hektorem w przeciąganie, ale radość trwała kilka godzin. Hektor szybko przegryzł „uchwyt”, a mnie po raz kolejny przeleciało przed oczami życie z Amikiem i definitywnie postanowiłam: DOŚĆ. Król jest tylko jeden. Był Amik, nie ma Amika i nikt go nie zastąpi. Każdy inny owczarek niemiecki swoją energią i żądzą bycia zajętym doprowadza mnie już tylko do szału. Te, które ze mną są, toleruję z nadzieją, że po nich już naprawdę żaden przedstawiciel ich rasy nie przekroczy bramy mojego podwórka. Amika miałam, będąc nastolatką. Wówczas cieszyło mnie chodzenie na spacery z dużym i jednocześnie posłusznym psem, a jego zapatrzenie we mnie mile łechtało moją próżność. Teraz moje oczekiwania wobec psów się zmieniły, bardziej zależy mi na zaufanym i spokojnym, a do tego dość samodzielnym, „ochroniarzu”.

 

Zdunek

Zdunek

                Mój przedświąteczny koci znajda, nazwany Zdunkiem na cześć miejscowości, z okolic której pochodził, ma się świetnie. Nadal w doskonałej komitywie z rezydentem (bez „oficjalnego” imienia), śpi z nim w jednym koszyku, a ostatnio zaprzyjaźnił się nawet z nowymi psami. Jest ostrożniejszy, bardziej powściągliwy i „wokalizujący” od kolegi, ale gdy już uda się go raz pogłaskać, można się z nim dłuższą chwilę pobawić. Jego przyjaciela do kontaktów zachęcać nie trzeba, sam dopomina się pieszczot na widok znajomego człowieka na horyzoncie.

 

Koty

Koty

                „Koty hodowlane”, które mieszkały z Benkiem, już całkiem dorosły i mają dużo swoich spraw w okolicy. Zazwyczaj jednak widuję je, gdy zanoszę im jedzenie. Cieszą się, ale w dalszym ciągu nie dają się głaskać. Przy okazji psich sesji fotograficznych także im udawało się zrobić kilka zdjęć, zwłaszcza gdy pogoda dopisała i siedziały jak zaczarowane w okolicy szopy. Kolorowa kotka jest najbardziej ciekawska z rodzeństwa, więc towarzyszyła mnie i Benkowi, gdy szliśmy na obchód. Śledziła nas z wysokości: z murów, płotu albo drzew. Benek już nie zwracał na nią uwagi. To był tylko jeden z wielu symptomów nadchodzącego rozstania – niestety na znacznie dłużej, niż kilka godzin.

 

Benek

Benek

Benek

Benek

                Zaczęło się od sztywniejącego chodu przechodzącego stopniowo w zataczanie się i problemy ze wstawaniem. Benek miał coraz mniejszą ochotę na bieganie, witał się ze mną mniej entuzjastycznie. Przy tym jednak starał się uczestniczyć w naszych wspólnych rytuałach. Potem zaczęła mu matowieć sierść, zrobiła się nastroszona i nie zmieniało tego nawet codzienne czesanie. Następnie Benek jadł połowę dawanych mu porcji, a z czasem już tylko kilka kęsów i zaczął chudnąć w zastraszającym tempie. Przy tym męczyła go potworna biegunka, z powodu której usiłowałam zmodyfikować mu dietę, ale bez efektu. Największy, niewypowiedziany smutek ogarnął mnie, gdy Benek przestał się do mnie uśmiechać na powitanie. Dotarło do mnie, że nigdy tego nie uwieczniłam i już nie zdążę. W końcu nawet nie wstawał, gdy wchodziłam przez bramę, a on leżał po drugiej stronie. Mierzyłam mu temperaturę – nie miał gorączki. Po raz pierwszy w jego życiu zaprowadziłam go do weterynarza, bo chciałam wiedzieć, na czym stoję. Czy Benek się zatruł? A może ma nowotwór? W klinice Benek otrzymał kroplówkę, bo był trochę odwodniony, a wyniki badań krwi miał w normie. Kłopoty z chodzeniem wynikały ze zwyrodnień w kręgosłupie, które także były normalne dla psa w jego wieku. Waga w poczekalni pokazała, że Benek to tylko 32 kg psa, który w szczytowej formie osiągał 50 kg i wyglądał jak kucyk. Uspokojona po tej wizycie przestałam już wypłakiwać się Benkowi w futro, co wyraźnie go dezorientowało. Przytulał się do mnie, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, przecież jeszcze tu jestem i właściwie nic mi nie jest… oprócz tego, że się zestarzałem. Lepiej mnie pogłaszcz i posiedź jeszcze chwilę ze mną”. Starałam się myśleć racjonalnie, ale było mi trudno, bo akurat z Benkiem zdążyłam się bardzo związać. Ten pies zastąpił mi Aresa i później częściowo Amika. Łączył w sobie dobre cechy obu. Z Benkiem spędzałam najwięcej czasu, bo jego charakter bardziej mi odpowiadał, niż Farida. Zresztą na pewno można to było wyczytać z wielu wcześniejszych wpisów. Nikt nie wie, ile tak naprawdę Benek miał lat. Założyłam, że dziesięć, choć równie dobrze, według wpisu w książeczce zdrowia, mógł mieć czternaście. Z nami spędził tylko pięć i przybył jako dojrzały pies, a ja wciąż mam wrażenie, jakby mieszkał u nas od zawsze i wydawało mi się, że tak będzie wiecznie. Niestety, dziesięć dni po wizycie u weterynarza Benek odszedł. Zasnął spokojnie w wybranym przez siebie, ukrytym przed wzrokiem przechodniów, miejscu w Wielkanoc 16 kwietnia, akurat w dniu, kiedy przywieźliśmy nowego psa. Nie było mu dane poznać kolegi, a przez wszystkie lata, gdy z nami mieszkał, obiecywałam mu, że kiedyś będzie miał towarzystwo, z którym dogada się lepiej, niż z Faridem.    

 

Fiona

                Równolegle z Benkiem zaczęła chorować Fiona. Tylne kończyny odmówiły jej posłuszeństwa i ciągnęła je za sobą, a wkrótce nawet na to nie miała już siły. Odeszła sama 9 kwietnia i tylko miesiąca jej zabrakło do dwunastych urodzin, które świętowałaby 16 maja. Ostatnie zdjęcie z jej charakterystycznym uśmiechem zrobiłam pod koniec marca. Niedługo później przestała się przemieszczać i jednocześnie przestała się uśmiechać. Własna niemoc ją denerwowała.

 

Bas i Diego

Diego

Hektor

Hektor

                Kwiecień był też na szczęście miesiącem pozytywnych wydarzeń. Jeszcze za życia Benka i Fiony coraz poważniej zaczęłam w rozmowach z rodziną napomykać o kupnie nowego psa. Z ulgą stwierdziłam, że rodzice skłaniają się już wyłącznie ku owczarkom kaukaskim do pilnowania terenu. Plany nabrały rumieńców już w pierwszych dniach kwietnia. W niedzielę pojechałam z tatą pod Kutno, by obejrzeć szczeniaki. Po drodze dowiedziałam się, że rodzice planują kupić jeszcze dwa szczeniaki dla siebie, gdyby akurat było tyle samców.

Diego

Psy

              Wstępne rozmowy na temat naszej wiedzy i doświadczenia z rasą oraz prezentacja rodziców miotu (ojciec był olbrzymi, 95 cm w kłębie, a przy tym proporcjonalnie zbudowany) wypadły pomyślnie, więc hodowcy wyprowadzili szczeniaki. Dowiedzieliśmy się, że akurat mają trzy samce na sprzedaż i wszystkie nam pokazali. Weszliśmy na podwórko, tylko rzuciłam okiem na psiaki i wykrzyknęłam: „O Boże, niebieski!”. Pozostałe były szaro-brązowe z czarną maską. Hodowczyni uśmiechnęła się do mnie i stwierdziła, że chyba znam się na psach, skoro natychmiast rozpoznałam błękitnego szczeniaka. Przyznała, że urodził im się taki po raz pierwszy i miała wielką ochotę go sobie zostawić. Tata spoglądał na „trójcę” i dopytywał, o którym mówimy. Gdy mu go wskazałam, skomentował: „Aha, taki mąką przyprószony?”. Siedziałam w otoczeniu maluchów i byłam wniebowzięta; nie dość, że były zadbane, zarówno pod względem wyglądu, jak i socjalizacji z ludźmi, zapowiadały się na olbrzymy (świadczył o tym ich tatuś oraz grubość łap), miały do książeczek wpisaną datę urodzenia, pierwsze szczepienie i odrobaczenia łącznie z pieczątką i podpisem weterynarza, wszystko tak jak trzeba, to jeszcze taka miła niespodzianka kolorystyczna! Tata widział, że już „po mnie”, zresztą jemu też się te psy bardzo spodobały, więc klamka zapadła. Droga do domu minęła nam przy akompaniamencie postękiwania, pomruków, jęków zniecierpliwienia i drapania szyb. Żaden z psiaków nie miał jednak problemów w czasie jazdy i wszystkie grzecznie wytrzymały z potrzebą do momentu wysadzenia na trawę na naszym podwórku. Po dłuższej chwili zaznajamiania się z najbliższym otoczeniem otrzymały posiłek, a gdy później zmęczyły się zabawą i wykazały chęć spania, zamknęliśmy je na noc w wielkiej budzie, wejście zastawiając kratą. Nasze psy, wypuszczone z kojca, różnie zareagowały na obecność nowych. Hektor zdziwił się i nie odstępował wejścia budy przez długi czas, wdychając i analizując zapachy, natomiast Canon obwąchał tylko ślady przy samochodzie i nawet nie zbliżał się do psiego domku. Nikon źle się wtedy czuł, więc było mu wszystko obojętne. Następnego dnia wezwany weterynarz stwierdził babeszjozę i zaaplikował mu zastrzyki. Nikon niby zebrał się w sobie, ale odmówił przyjmowania zaleconych jako kontynuacja leczenia tabletek, więc nie do końca poradził sobie z chorobą, co do tej pory rzutuje na jego formę fizyczną, psychiczną i relacje z innymi psami.

Psy

Psy

                      Nowi domownicy już następnego dnia biegali wolno po całym terenie między budą a domem. Hektor ucieszył się z towarzystwa do zabawy i stał się troskliwym opiekunem. Canon i Nikon ignorowali malców, a gdy sami do nich przychodzili, obwąchiwali ich łaskawie z nadzieją, że wkrótce sobie pójdą.

 

Nikon

                Sielanka nie trwała długo, bo Hektor zorientował się, że Nikon jest osłabiony po chorobie i postanowił wykorzystać to do własnych celów, atakując kolegę, by go zdetronizować.  Był przy tym niesamowicie zajadły, tak jak niegdyś Amik. Swoją drogą ciekawe, że zawsze obrywało się od owczarków właśnie rudemu olbrzymowi. Czy był zdrowy, czy chory, zawsze wzbudzał jakieś gwałtowne emocje w pobudliwych kolegach – przecież nawet Puszek nie dawał mu spokoju.

 

Diego i Farid

Diego i Farid

Diego i Farid

Diego i Farid

Diego

Diego

Diego

Diego

                W Wielkanoc wieczorem zabrałam jednego ze szczeniaków, bo rodzice stwierdzili, że im szybciej pojawi się w nowym domu, tym lepiej. Chciałam zaczekać z tym, aż będzie miał szczepienie przeciwko wściekliźnie, ale powiedzieli, że po kolejnym wspólnym miesiącu tak się do niego przyzwyczają, że już go nie oddadzą. Wybrali największego, jednego z tych z czarną maską; od brata odróżniały go białe końcówki łap i czarny rysunek w kształcie litery V na głowie. Po przywiezieniu go do domu Farid został zamknięty w kojcu. Oba psy mogły wstępnie zapoznać się przez kraty. Owczarek był bardzo podekscytowany, chyba dlatego, że nigdy dotąd nie widział szczeniaka. Ostatnim maluchem, jaki chodził po tym podwórku, był on sam. Wypuściłam go, by zamienić psy miejscami – nowy miał spać w nocy w budzie. Nie miałam zresztą zamiaru zamykać go w kojcu, ale natrętne zachowanie Farida mnie do tego skłoniło. Był tak podniecony, że zachodziła obawa, czy pozwoli w ogóle małemu zmrużyć oko choć na chwilę. Nakarmiłam psy, pomogłam nowemu wejść do budy, a gdy zakopał się w słomie i zapadł w kamienny sen, poszłam do domu i wypuściłam go dopiero rano. Okazało się, że w drugiej budzie spała Inka. Wyglądała na załamaną, że na stare lata przywieźliśmy jej nowego Aresa. Po tej pierwszej nocy duże psy już się tak ze sobą zaprzyjaźniły, że nie odstępują się na krok. Farid, podobnie jak Hektor, bardzo wczuł się w rolę opiekuna i ochroniarza. Bawi się z Diego dość brutalnie, jak to owczarek, ale mały nie daje sobie w kaszę dmuchać.

 

Hektor

Canon

Nikon

Mama z kolei miała dla mnie gorszą wiadomość, mianowicie, że Hektor i Nikon muszą być od siebie izolowani, bo jeden chce zlikwidować drugiego, przy czym słabszy nie przyjmuje do wiadomości, że jest na przegranej pozycji i chętnie podejmuje wyzwania do walki. Rodzice codziennie przeprowadzają ich z miejsca na miejsce, a wszystkie trzy duże psy są ustrojone w obroże. Gdy kaukazy są w swoim towarzystwie, Canon do słabszego nie ma żadnych zastrzeżeń, wszyscy leżą dosyć blisko siebie.

Owczarek 19 kwietnia został wykastrowany, ale na widoczne skutki zabiegu trzeba będzie jeszcze poczekać. Przed Canonem wciąż udaje szczeniaczka i okazuje mu uległość. Życie pokaże, jak rozwiąże się ta sytuacja na podwórku. Nikon ma 8,5 roku, ale widać, że starzeje się znacznie szybciej, niż jego brat, który jeszcze nawet nie zaczął siwieć. Ponadto Canon jak dotąd nigdy nie zachorował na babeszjozę, podczas gdy Nikon przeszedł ją już dwukrotnie, a wszystkie psy są zakraplane przeciwko kleszczom i poruszają się po tym samym terenie. Do tego dochodzi niewyjaśniona kulawizna, na którą nie pomagają leki przeciwzapalne, a która dodatkowo osłabia psa i zniechęca do poruszania się. Widzę, w jakiej jest marnej kondycji, ale przez sentymenty trudno mi sobie wyobrazić, że miałby odejść tylko dlatego, że Hektor się z nim nie dogaduje. Ostatnio łza zakręciła mi się w oku, bo gdy wyszłam do psów ze szczotką, Nikon sam podszedł do mnie, prosząc o uczesanie i stał cierpliwie mimo bólu w łapie, czekając, aż powiem, że skończyłam go czesać, jest piękny i może się już położyć.

 

Psy

Bas

Bas i Baryton

Psy

Canon

Canon

Bas i Baryton

Baryton

Bas

Bas i Baryton

Szczeniaki niedawno, 30 kwietnia, skończyły 3 miesiące. Mają bardzo dobre charaktery, uwielbiają ludzi, okazują szacunek i zrozumienie dla stawianych im ograniczeń oraz nie są męczące dla innych psów. Diego jest najodważniejszy i najbardziej ciekawski, towarzyszy nam i Faridowi we wszystkich czynnościach na podwórku. Psiaki na wsi otrzymały imiona po swoich poprzednikach: Bas (błękitny) i Baryton. Z nich bardziej towarzyski i aktywny jest ten drugi, choć drobniejszy, natomiast mój niebieski ulubieniec jest bardziej wycofany, mimo że większy. Na razie jednak wszystkie wybiegają mi z ochotą na powitanie, merdając ogonkami i podając łapy, a ja bardzo się cieszę, że są z nami, bo znów czuję się jak w raju. I choć fascynujące jest obserwowanie, jak rosną z tygodnia na tydzień, to w głębi duszy nie mogę się doczekać, aż dorosną całkiem i ukażą pełnię swojej urody. Szczególnie Diego jest dla mnie spełnieniem marzeń o rzeczywistym powrocie Aresa („w podobnym futerku”), na który czekałam prawie siedem lat i jestem pewna, że cierpliwość mi się opłaciła. Bas z kolei to wspaniała niespodzianka i cieszę się, że będę miała okazję widzieć jego przemianę w dorosłego psa o błękitnym umaszczeniu i niesamowitych oczach. Mam nadzieję, że całe rodzeństwo potowarzyszy mi przez wiele lat.

Bas

20:50, hundediary , Wiosna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71
Zakładki:
Fotograficzne inspiracje - Instagram
Czytam
Fotograficzne inspiracje - różne strony
GDZIE MNIE ZNAJDZIESZ
OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
Psy, które często odwiedzamy
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters