poniedziałek, 26 grudnia 2016
Karuzela ze zwierzakami

Canon i Nikon

Lato minęło nam niemal niezauważenie, przynajmniej jeśli chodzi o dokumentację fotograficzną. Wyjątkowo nie załapałam się na zbożową sesję z psami będącą dla mnie dotąd kwintesencją tej pory roku. Zazwyczaj czesałam je tam w ostatniej chwili przed zachodem słońca, a gdy wracałam do domu, już mogłam nie zabierać na kolejny spacer aparatu, bo zwyczajnie nie było światła. 

            Nie brakowało z kolei innych, mniej typowych lub dotąd niedocenianych przeze mnie rekwizytów i plenerów, które postaram się zaprezentować w tej notce.

Przede wszystkim poświęciłam chwilę dzikiemu winogronu, które efektownie porasta psi kojec, a od niedawna także nowy budynek na drugiej działce. Przy kojcu kilka lat temu sfotografowałam Amika, bo dzikie wino jesienną porą pięknie przebarwia się na czerwono. Później miałam podobną wizję zdjęć, ale przy budynku. Niestety, zamarudziłam z nią zbyt długo – najpierw skończyła się jesień, a parę miesięcy później odszedł Amik. Kolejne „winogronowe przebudzenie” nastąpiło dopiero latem tego roku. W lipcu fotografowałam głównie Hektora, Misię i Puszka, a pod koniec sierpnia podczas spaceru duże psy ładnie udrapowały się na tle zielonej plątaniny liści. Niezarośnięte fragmenty muru nasunęły mi skojarzenie z tajemniczymi „portalami”, których strażnikami zostali szczególnie Nikon i Misia.

Puszek

Misia

Nikon

Hektor i Canon

Psy

Hektor i Puszek

 

Benek nie mógł być gorszy od wiejskich kolegów i on także ma swój winogronowy portret, na którym ładnie się uśmiecha i jest pogodny jak zawsze. Na innym lekko przysypia, ale wciąż z marzycielskim uśmiechem.

Benek

Benek

 

Później, już we wrześniu, bliżej jesieni, Benek załapał się na jeszcze jedną winogronową sesję. Tym razem dzierżył z zadowoleniem całe kiście, które sam sobie zrywał prosto z gałązek i ze smakiem zjadał. Był to także coroczny moment zbioru orzechów.

Benek

 

Benek

Benek

Skoro już o roślinności mowa, doskonałym tłem do zdjęć okazywały się także różnego rodzaju kwiatki sadzone lub zawieszane w doniczkach przed domem. Nietrudno się domyślić, że najwdzięczniejszym modelem był Puszek, który położył się koło ukwieconej studni.

Puszek

 

Same kwiatki także były ciekawe, szczególnie begonie i dalie w różnych odmianach. Z tymi ostatnimi zapozowała mi Silverka.

Silverka

 

Domowy, ulubiony kwiatek, hodowany od lat na parapecie w swoim pokoju, od dawna chciałam obfotografować ze względu na cykliczność i stopniowość codziennego otwierania i zamykania przez niego kwiatów. Udało mi się to dopiero na początku września.

 

Puszek dobrze prezentował się też pod wierzbami, przez chwilę udając spokojnego.

Puszek

Puszek

 

Ulubioną letnią rozrywką dużych psów było ganianie rowerzystów. Pozostałe z chęcią im w tym towarzyszyły, a ja w przerwach między kolejnymi wyścigami zatapiałam szczotkę w sierści najbliżej przechodzącego kudłacza. Po gruntownym wyczesaniu całe towarzystwo, z wyjątkiem Canona, zyskiwało znacznie smuklejszą sylwetkę. Canon liniał opornie i nierównomiernie, co sprawiło, że długo wyglądał jak objedzony przez mole. A gdy już w końcu doprowadziłam go do porządku, prawie nadeszła jesień i z powrotem zaczął porastać gęstszą, zimową sierścią.

Puszek

Misia

Nikon

Canon

 

Na początku wakacji jeszcze jako tako pilnowaliśmy ilości piłeczek, jakie wydajemy psom, ale z biegiem czasu zabawy dawały nam coraz mniej radości, bo psuł je wiecznie nakręcony i warkotliwy Puszek. Gdy Hektorowi udawało się zdobyć piłkę choć na chwilę, bał się z nią podejść, bo kolega błyskawicznie ją przejmował między naszymi rękami a pyskiem Hektora. Rodzice nie mieli już pomysłu, jak egzekwować jakiekolwiek polecenia od Puszka, bo na te, które znał i bezwzględnie wykonywał Amik, świr pozostawał obojętny. Przyznaję, jest w tym sporo mojej winy, bo po odejściu Amika także zobojętniałam na zabawy z pozostałymi psami, więc komendy będące dotąd w ciągłym użyciu szybko wywietrzały Puszkowi z głowy. Piłki za to zaczęły stawać się zarzewiem konfliktu i kolejnym wygodnym pretekstem do warczenia dla Puszka. Dlatego obecnie dużych piłek już w naszym domu nie ma i nie wydajemy ich psom. Być może jeszcze zawieruszyły się na podwórku, ale jak dotąd Hektor i Puszek żadnej nie znaleźli.

Hektor i Misia


Któregoś letniego wieczoru zorganizowałam małą sesję zdjęciową, bo bardzo podobały mi się kolory nieba o zachodzie słońca. Chciałam wykorzystać Puszka i Hektora jako modeli na tym ładnym tle. Łudziłam się, że piłeczka pomoże mi okiełznać kumpli na tyle, że zasiądą do wspólnego zdjęcia, które już widziałam oczyma duszy i publikowałam na blogu. Zasiadali, i owszem, ale pojedynczo. Drugi miał nadzieję, że jeśli do mnie podejdzie, to dam mu w nagrodę zabawkę. Było też tak, że niby siedzieli obok siebie, ale ciągle trzymali stosowny dystans, czego efektem był zawsze tylko jeden ostry model. Wynikało to z tego, że Puszek nie miał oporów, by zwalić się zadkiem Amikowi na ogonie, a Hektora natychmiast karcił za takie spoufalanie się. Sesja mimo wszystko zaowocowała całkiem ładnymi zdjęciami i jestem z nich zadowolona. Załapał się na nią nawet Bertold, który siedział na palecie przed dużym wentylatorem, a ze środka budynku przeświecały żarówki, co stworzyło ciekawe tło dla kota. Od tamtej pory jednak nie ciągnie mnie już do komponowania grupowych ujęć. Wolę na nie polować, choć wiąże się to z kilkugodzinnym podążaniem za psami po całym podwórku.

Puszek

Puszek

Hektor

Psy

Bertold

 

Na prawdziwą sesję fotograficzną załapały się także kury, których pilnuje Benek. Zrobiłam im dużo portretów, a jedna z nich postanowiła nawet zatańczyć na oponie do zdjęcia. Tak, macie rację, ukrył się wśród nich kogut. Zdarzyły się też kury „bliźniaczki”, wyglądające jak własne odbicie lustrzane.

 

Innym razem furorę zrobił dziobany z zawziętością arbuz. Kury wyjątkowo dobrze komponowały się z nierówną, białą fakturą środka łupiny owocu. Kogut dumnie odmówił uczestnictwa w babskim szaleństwie.

 

Za to na początku września był prowokatorem wielkiej ucieczki… Wyszłam tamtego dnia przed dom i przetarłam ze zdumienia oczy. Kogut z kilkoma kurami siedział na krzaku porośniętym chwastem niczym w wielkim gnieździe, wisząc na granicy wybiegu i ogródka. Korzystając z tego, że miałam pod ręką aparat, zrobiłam im zdjęcia, a potem zgoniłam towarzystwo z powrotem na wybieg. Później kilkakrotnie ganialiśmy koguta po ścieżce, którą idziemy z domu do Benka. W końcu wraz z dziadkiem ogołociłam krzak z chwastu, by nie tworzył tak wygodnego obserwatorium i nie był łatwo dostępny dla kur, a dziadek złapał koguta i wyrwał mu najdłuższe pióra na skrzydłach. Kury nie musiały przechodzić tego zabiegu – bez namowy szefa już nie uciekały.


            W szopie oprócz kur mieszkają także koty. Wiosną urodziło się kilkoro kociąt, z których do tej pory pozostało troje, a ich mama zniknęła. Kociaki początkowo nie wyglądały najpiękniej, ale wyrosły na dorodne egzemplarze. Mimo nieobecności kociej mamy w porze posiłków nie są same, bo stołują się u nas jeszcze co najmniej dwa dorosłe koty przychodzące od sąsiadów. Zawsze zjawiają się wieczorem, więc nie mam okazji zrobić im zdjęć. Za to udało mi się udokumentować metamorfozę „moich” kociąt z brzydkich kaczątek w całkiem ładne „łabędzie”. Mama się śmieje, że to moja hodowla. Niestety, nie do końca, bo koty pozostają półdzikie. Wiedzą, że przychodzę je karmić i niemal wchodzą do garnka, gdy rozdaję jedzenie, ale nie chcą się bawić, gdy wpadam „bez zapowiedzi” w ciągu dnia. Ostatnio zajrzałam do nich z aparatem na szyi i akurat leżały przytulone do siebie w słomie. Obserwowały mnie znudzonym wzrokiem, dopóki nie dostałam nagłego napadu kaszlu. Oburzone, że je straszę, nasyczały na mnie i rozpierzchły się po szopie. Na szczęście miałam refleks i zdążyłam je uwiecznić, gdy jeszcze były spokojne.

Koty

Koty

Koty

 

Mama również uratowała kolejnego kociaka – biało-rudego. Najpierw dokarmiała go przy kocicy, a któregoś dnia okazało się, że jego rodzicielka zniknęła. Maluch zamieszkał w kociej budce, gdzie był karmiony i skąd wybiegał do każdego, kto przechodził, łaknąc kontaktu z innym żywym stworzeniem. Kocica wróciła po trzech tygodniach, ale z przygodą – obdartym ze skóry ogonem. Być może złapał ją pies. Obecnie ma ogonek krótki niczym ryś, a jej dziecko mieszka w domu. Przez okres rekonwalescencji po utracie ogona niezbyt chętnie się nim zajmowała, więc kociak w zasadzie ciągle był sam. Tata postanowił go przygarnąć na zimniejsze wieczory, a potem maluch tak się zadomowił, że już nawet nie odwiedza swojej mamy w szopie, ale odruch przytulania się do każdego, kto się nawinie i nie przemieszcza przez chwilę, pozostał mu do dziś. A to, że na święta zyskał brata bliźniaka, to już moja sprawka, ale o tym później…

Koty

Koty

Koty

 

Wracając znów do psów, Fiona po strzyżeniu ładnie porasta futrem i cieszy się życiem. Teraz rusza się znacznie więcej, niż przez ostatnie dziesięć lat swojego życia, a po niedługo zacznie już dwunasty rok! Strzyżenie uwolniło ją od kilogramów futra i wyzwoliło w niej nową energię. Jeśli jej się uda, pobije rekord długowieczności wśród naszych dużych psów (do tej pory najdłużej żyły 11,5 roku) oraz pokładów optymizmu. Z futrem czy bez, zawsze była wesoła i rozgadana. Inka także dobrze się trzyma i ciągle idzie przez życie łapę w łapę z Fioną – są z tego samego rocznika 2005. Ale mimo upływu lat i pogorszenia się refleksu suczki, nie jestem w stanie zrobić wspólnego zdjęcia wszystkim trzem psom. Uchwycić samą Inkę to wyzwanie i udało mi się to tylko latem, w dodatku w przelocie.

Psy

Psy

Fiona

Psy

Inka

 

Farid latem nie wyglądał dobrze, miał marny apetyt i trochę wychudł. Różnymi kombinacjami w diecie w końcu uruchomiliśmy go na nowo i teraz znów jest ładny. Pojawia się nawet jako pierwszy, gdy wynoszę jedzenie i raczy się prosto z garnka. Cieszę się, że „foch” żywieniowy mu minął i oby nie powrócił prędko, bo żadna to frajda. Z owczarków, które do tej pory u nas były, tylko z Faridem są takie kłopoty. Amik i Hektor zjadali wszystko i bez grymaszenia, a ponadto w żaden sposób nie odbijało się to ujemnie na ich zdrowiu. Widocznie Farid pochodzi z arystokratycznych linii o delikatnych żołądkach.

Farid

Farid

Farid

 

Z arystokratycznych rodów są także niestety koty, z którymi mieszkam – Kacper i Grażyna. Puszki muszą być konkretnej firmy, by ich zawartość została zjedzona w miarę szybko. Suche jedzenie, jeśli nie jest smaczne, jest wypluwane i systematycznie topione w stojącej obok misce z wodą. Na szczęście w ostateczności mogę uratować każdą niechcianą karmę przed zmarnowaniem, niosąc ją w podarku kotom z szopy. One z wdzięcznością spróbują wszystkiego, co jadalne i w miarę dobrze pachnie. Maniery Grażyny jestem w stanie zrozumieć, bo wygląda trochę jak kot z reklamy Gourmet Gold i raczy się tak samo mikroskopijnymi porcyjkami, w dodatku nabierając je sobie łapą, którą potem ze skupieniem wylizuje! A jednak ona, gdy jedzenie w misce wydaje jej się trucizną, przypuszcza szturm na moje zapasy. Zachowuje się przy tym jak mysz – rozrywa opakowanie, ale zawartości nawet nie spróbuje, powącha tylko i odchodzi z odrazą. A ja potem muszę dojadać podeschnięte pieczywo albo wyrzucać nadgryzione z rozpędu tosty, które chciałam na szybko zjeść o szóstej rano i w ostatniej chwili zorientowałam się, że ślady zębów raczej nie są moje. Dlatego nie powinien dziwić nakaz chowania jedzenia w mikrofalówce, jeśli w trakcie posiłku trzeba wyjść z kuchni – Grażyna aka Gryzelda ciągle czuwa.

Grażyna

 

Kacper jest dla mnie trochę łaskawszy, bo nie ma tak szlachetnego pochodzenia – urodził się w tej samej szopie, w której przebywają teraz moje „hodowlane” koty. On zje lekko zleżałą porcję, gdy go o to poproszę i obiecam, że zaraz podam mu świeżą, tylko miska musi być pusta. Mimo to nie jest kocim aniołkiem, tylko doskonale potrafi to udawać. Ma swoje, czasem bardzo paskudne i wyrachowane, sposoby na oznajmienie mi, że zbyt długo bawiłam na weekendowym pobycie na wsi, a on biedny cierpiał w samotności, bo nie miał gdzie spać. Powinnam się do tych scen zazdrości przyzwyczaić, ale nieodmiennie mnie one denerwują. Zwłaszcza że początkowo Kacper zachowuje się rozczulająco, niemal rzucając się na mnie i obejmując łapkami, gdy przysiadam na krześle, by się rozpakować. Niestety, najczęściej wybiera zły moment na pieszczoty, bo wkrótce okazuje się, że muszę wstać. Kolejny koci foch gotowy...

Kacper

Tylko miłość do tego łaciatego terrorysty czasem powstrzymuje mnie przed wysłaniem go w złości w kosmos, gdy muszę po nim nadprogramowo sprzątać. Ale przynajmniej najsłodszy jest, kiedy śpi, a rano, gdy nie zachęca mnie do wstawania, tylko podrzemania jeszcze chwilkę z kotem we włosach. Nie wiem, dlaczego tak lubi się w nie wplątywać. Przypominają mu kocie futro, czy co? 

Kacper

 

            Wspomniany przeze mnie ostatnio owczarek niemiecki w starszym wieku należący do sąsiadów już nie stołuje się przy naszym płocie i wygląda na zadbanego. Poza tym często widuję go z na oko 12-letnią dziewczynką, której bardzo pilnuje. Ostatnio spacerowali całkiem sporą ekipą, bo towarzyszyły im dwa kundelki: mały rudy i średni pręgowany. Gdy zaczęłam zazdrościć małej towarzystwa, w porę sobie przypomniałam, że w jej wieku też chodziłam po wsi z Tobikiem i Neską. Z własnego doświadczenia wiem, że dzieci nie przewidują pewnych rzeczy i często są dość beztroskie, a wtedy, gdy trzeba, nie potrafią jeszcze zachować zimnej krwi. Na szczęście z tego, co widzę, ta dziewczynka nie zapuszcza się ze swoimi psami zbyt daleko, więc podobnie jak nieraz mnie, też i jej w razie czego rodzice mogą pójść z pomocą. 

Farid i Benek nieodmiennie odprowadzają kolegę wzdłuż ogrodzenia, niezależnie od tego, czy jest sam, czy z panią. On z racji wieku nie jest już zaczepny.


            Pod koniec października zrobiłam Benkowi małą jesienną sesję zdjęciową i jak to zwykle bywa, najlepsze zdjęcia powstały spontanicznie, a te, które spodziewałam się zrobić (choćby Benka zasypanego liśćmi), nie wyszły poza moją wyobraźnię. Pod koniec wspólnej zabawy złapał nas deszcz, ale nie spieszyliśmy się z powrotem i rozstaniem. 

Benek

Benek

 

            Pierwszy śnieg spadł u nas akurat 11 listopada, a ja skwapliwie z tego skorzystałam i obfotografowałam ekipę Benka w świeżym puszku. Znalazłam takie miejsce, z którego biegnący w moją stronę Benek wyglądał, jakby zamieszkał w Narnii. 

Benek

 

Wtedy też po raz pierwszy od lat uchwyciłam Fionę w pozycji innej, niż leżąca. Mimo niezbyt zgrabnej sylwetki prezentowała się całkiem dobrze. 

Fiona

 

Tego samego dnia spotkałam też bażanta, którego od pewnego czasu moja siostra dokarmiała w ogródku lub na wybiegu dla kur. Widywałam go przez okno, gdy mi go pokazywała w żartach jako kurę o nietypowej sylwetce, aż w końcu dopisało mi szczęście, gdy byłam na dworze z aparatem. Bażant wyglądał na odmianę ozdobną, a w naszym ogródku zatrzymała go zraniona noga. Gdy wydobrzał i trochę się odkarmił, poszedł lub poleciał dalej.

 

            Był czas, gdy z powodu prac remontowych na podwórku psy na wsi musiały być zamknięte przez większość dnia nawet w weekendy, gdy u nich byłam, dlatego nie mam zbyt wielu zdjęć z tamtego okresu. Czas spędzony z nimi zazwyczaj wykorzystywałam na czesanie i spacery bez aparatu. Nikon, jak na przedstawiciela swojej rasy przystało, po wypuszczeniu zawsze kontrolował plac budowy, sprawdzając, czy nikt nie ukrył się w betoniarce. 

Nikon

 

            Polowanie na ładne światło najczęściej kończyło się sukcesem latem, czego dowodem są poniższe zdjęcia. Widać także, że Puszek dużym psom nadal nie odpuszcza. Trwa to, mimo że już raz długo kulał, złapany przez doprowadzonego do ostateczności Nikona. Canon też traci cierpliwość, ale póki bracia nie chcą łączyć sił, Puszek czuje się bezkarny. A ja solidaryzuję się z dużymi psami, bo nie jestem już w stanie udawać, że jazgot Puszka nie ma wpływu na moje nerwy. Wolę to ignorować, skupiając się na pozostałych psach, bo wtedy się uspokajam. Wiadomo wszak, że nie ma nic gorszego, niż zdenerwowany właściciel w stadzie podminowanych psów. Zawsze wyczują w tym zachętę do walki. 

Psy

Nikon

Psy

 

Zresztą Puszek biega szybciej, niż ja wyciągam ręce, więc nie zdążę go nawet pogłaskać. ADHD już mnie nie bawi, lepiej czuję się w towarzystwie spokojniejszych psów. Być może starzeję się razem z nimi, a może Amik zabrał ze sobą moją energię i nie starcza jej dla reszty psów.

Psy

 

            Akceptowalny poziom entuzjazmu wykazuje Benek. Galopuje przez chwilę, potem spaceruje, a na koniec zajmuje się swoimi sprawami, co doskonale widać na najnowszych zdjęciach zrobionych kilka dni przed Wigilią, podczas wyjątkowo słonecznej, jak na zimową porę, pogody. Farid mimo średniego wieku ciągle jest zbyt energiczny, choć z racji jego wielkości jestem w stanie obdarzyć go pieszczotami, nie przelatuje z miejsca na miejsce między moimi rękami jak piłeczka żonglera. 

Benek

Benek

Benek

 

            Canon i Nikon są wręcz melancholijni, ale nawet oni potrafią się uśmiechnąć z radości, że mogą wybrać się ze mną na świąteczny spacer po włościach.

Nikon

 

Hektor też był zadowolony, biegał tak szybko, że nie nadążał za nim jego własny język. Jak to w ogóle możliwe, że mieści mu się w pysku? Inną atrakcją spaceru było chowanie się w suchych trawach, z których koledzy za chwilę wywoływali go na alarm. Czarny pies świetnie bawił się w mojej obecności, bez asysty kudłatego kolegi z przypadku, który kręcił się po drugiej stronie podwórka w sobie tylko znanych sprawach, ale oczywiście ciągle kątem oka „kontrolował” swoje stado.

Hektor

Hektor

Misia

Miki

 

            Nie chodzę już na spacery poza teren posesji, odkąd pomału rozpadła się ekipa, a na tworzenie nowej nie miałam czasu ani chęci. Ostatnim członkiem starego składu jest Silverka, która w przyszłym roku skończy 10 lat, ale ostatnio bardzo szybko wychudła, mimo że wciąż coś je, jest odrobaczana, a nawet podobno mimo widocznego osłabienia nie tylko wychodzi z posłania, ale nawet opuszcza szopę, udaje się na spacer własną trasą i wraca na noc.

Jeszcze jesienią, jak co roku, obrosła sadełkiem, które błyskawicznie zniknęło. Jej piękne, zielone, wielkie oczy sprawiają teraz wrażenie wyłupiastych w porównaniu z zapadłą „twarzą”. Prawdopodobnie tak jak jej psia rodzina, mamka i wujek, Silverka ma nowotwór. Już nie wygląda tak jak na zdjęciu i choć chcę wierzyć, że jeszcze przybierze na wadze i będzie puchatą kulką, to jednak obawiam się, że wkrótce i ona odejdzie. Widziałam się z nią w zeszłym tygodniu, a w święta już nie zastaję jej na posłaniu, gdy zaglądam w ciągu dnia. Tylko tata twierdzi, że Silverka wciąż żyje, a on ją widuje w szopie wieczorami. Mam przeczucie, które zawzięcie odganiam, że moje spotkanie z nią było już niestety ostatnim. W szopie na spotkanie wybiega mi tylko Gryfka, która jest rok młodsza od Silverki, a wygląda jak kudłata piłka i niedługo naprawdę zacznie się toczyć z dobrobytu.

Silverka


            Dwa lata temu trafiła do nas Halina, początkowo zwana Sylwią ze względu na fakt, że tata znalazł ją na naszym podwórku w przeddzień Sylwestra. Prawdopodobnie ktoś wyrzucił ją z samochodu, przejeżdżając obok naszego domu. Jest to kot nietypowy jak na nasze „standardy”, bo mimo wilczego apetytu przez cały rok pozostaje w sportowej formie, jest wiotka i smukła. Jest też zapewne wysterylizowana, bo nie słyszeliśmy nigdy jej miłosnych śpiewów ani nie obdarowała nas kociakami. Choć umaszczenie ma dość zwyczajne, poznajemy ją już z daleka właśnie po sylwetce.

Halina

Halina

 

            Życie nie znosi próżni i Silverka w tym samym czasie, w którym ją odwiedziłam i prawdopodobnie pożegnałam, postawiła na mojej drodze nowego kolegę – biało-rudego kociaka podobnego jak dwie krople wody do tego, którego uratowała mama. Mój siedział przed szkołą, w której kończę w styczniu ostatni semestr technika weterynarii. Weterynarz, z którym miałam tego dnia zajęcia, powiedział, że kociak jest niczyj, oni go tylko dokarmiają i jeśli chcę, mogę go wziąć do domu. Pogadałam z rodzicami, zgodzili się i następnego dnia pojechaliśmy z transportówką. Od tamtej pory mamy bliźniaczo podobne do siebie koty, z tym, że nowy nabytek ma całe białe plecy, a rezydent dużo rudych łat w tym miejscu. Z pyszczków są prawie nie do odróżnienia. Nowy jest leczony z ropnych wycieków na głowie po odparzeniach i zakażeniu, jakiego nabawił się, siedząc pod samochodami, spod których skapywał olej sklejając mu sierść. Jeszcze nie odrosło mu futro, ale skórę już ma różową. Ładnie bawi się ze starszym kolegą, a nawet śpią razem w jednym koszyku, układając się niczym jing i jang.

Koty

Widocznie nowy kot był nam potrzebny, by wprowadzić iście świąteczną harmonię do naszego życia w tym wyjątkowym okresie roku. My byliśmy mu potrzebni, by otoczyć go ciepłem rodzinnego domu, którego na ulicy nikt nie chciał mu dać.

Koty

Wesołych Świąt!

 

Aktualizacja (5.01.2017): Silverka odeszła ok. 30 grudnia. Swój ostatni czas najwyraźniej spędziła w stodole, gdzie zasnęła w kącie i już się nie obudziła, bo tam została znaleziona po Sylwestrze. Spotkała się już na pewno z mamką Neską i wujkiem Amikiem. Jestem pewna, że będąc znów w komplecie wybiorą się na niejeden dłuuugi spacer, a mi póki co pozostało ich tylko dobrze wspominać :-)

Neska, Amigo, Silverka

19:52, hundediary , Zima
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
Zakładki:
Fotograficzne inspiracje - Instagram
Czytam
Fotograficzne inspiracje - różne strony
GDZIE MNIE ZNAJDZIESZ
OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
Psy, które często odwiedzamy
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters