Blog > Komentarze do wpisu
Dziesięć lat minęło...

Logo

Dokładnie dziesięć lat temu, 26 czerwca 2007 roku, wpadłam na pomysł założenia bloga, na którym mogłabym pisać o swoim nowym, a jednocześnie wymarzonym, psie. Był nim Amik, który trafił do mnie półtora miesiąca wcześniej. Pierwsze notki rzeczywiście dotyczyły wyłącznie szczeniaka, a później stwierdziłam, że mogłabym też pisać o niespełna dwuletnim Aresie i przy okazji obalać mity związane z jego rasą. Wtedy przyszła mi do głowy nieco przydługa nazwa bloga i mój specyficzny „pseudonim artystyczny”. Nie sądziłam tylko, że tak trudno będzie pisać o dwóch wybranych psach, mając ich wszystkich (wówczas) siedem i że wytrwam w prowadzeniu swojej działalności tyle czasu, by móc obchodzić jej dziesięciolecie. W końcu wypracowałam styl notek, które składały się z opisów ciekawych wydarzeń dnia codziennego głównych bohaterów wraz z ich kolegami z podwórek uzupełnionych zdjęciami. Wiosną 2007 roku otrzymałam w prezencie pierwszą lustrzankę, nic więc dziwnego, że wkrótce psy stały się moimi modelami. Na przestrzeni lat widać, jak zmieniali się kolejni bohaterowie bloga, a wraz z nimi ewoluował mój warsztat fotograficzny.

 

Inka

Z opisywanych początkowo zwierząt tylko Inka dożyła dzisiejszego dnia, a niedawno minęło 12 lat od adoptowania jej ze schroniska. Jako pierwszy odszedł Tobik w listopadzie 2008 roku, a jako ostatnia Fiona w kwietniu tego roku. Aresa i Amiga, „założycieli” bloga, pożegnaliśmy odpowiednio w sierpniu 2010 i lutym 2015 roku.

 

Miki

W drugim roku prowadzenia zapisków z psio-kociego życia przybyli do nas Miki, Canon i Nikon. Po Mikim widać upływ czasu, robi się coraz bielszy już nie tylko na szyi, ale też „na twarzy”, zwłaszcza w okolicy oczu.

 

Nikon

Bracia, jak wspomniałam w poprzedniej notce, starzeli się nierówno. Obecnie został tylko Canon, bo Nikon zapadł na zdrowiu tak znacznie, że przestał wstawać i zupełnie nie cieszył się z życia, więc w połowie czerwca ostatecznie podjęliśmy decyzję o skróceniu jego cierpień.

 

Diego i Farid

Hektor

Misia

Inka

Dziesięć lat po założeniu bloga nasze życie znów koncentruje się na wychowaniu szczeniaków, tym razem aż w potrójnej ilości. Wszystkie należą do tej samej rasy, są braćmi z jednego miotu i niedawno skończyły pięć miesięcy. Łączy je także fakt posiadania „wujków”, długowłosych owczarków niemieckich. Diego opiekuje się Farid, a Basem i Barytonem Hektor. Towarzyszą im również suczki, które nie są zbyt skłonne do spoufalania się – Basowi i Barytonowi Misia, a Diego Inka.

 

Bracia

Bas

Baryton

Psy

Bas

Malce rosną jak na drożdżach. Tuż po majówce byłam świadkiem błotnych kąpieli braci mieszkający na wsi i uczestniczyłam w grupowym popołudniowym spacerze, już w towarzystwie Hektora. Szczeniaki po zabawie były brudne od czubka nosa do końca ogona, a podczas spaceru dodatkowo zyskały piaszczystą panierkę. Na szczęście jak szybko się brudzą, tak samo szybko wysychają i wytrzepują wszelkie ozdoby z sierści.

 

Psy

Psy

Canon także wczuł się w rolę opiekuna, choć jest powściągliwy w okazywaniu uczuć i bardziej skupia się na wdrażaniu młodzieży do obowiązku pilnowania terenu. Przez cały okres choroby Nikona, a po jego śmierci tym bardziej, starał się dawać braciom dobry przykład, reagując na każde poruszenie wśród psów sąsiadów i odprowadzając przechodniów, rowerzystów, a ostatnio nawet zmotoryzowanych, wzdłuż ogrodzenia. Oczywiście najczęściej nie ma ochoty ganiać ich do samego końca, gdy widzi, że nie zwalniają i nie zanosi się na to, by chcieli naruszać naszą prywatność. Liczy się głównie przekaz: jesteście obserwowani, nie śpię na warcie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się zrobić Basowi i Barytonowi aktualne zdjęcie z większym wujkiem.

 

Diego

Diego

Diego

Diego i Farid

Diego załapał się jeszcze na zdjęcie w mleczach, zanim przekwitły i przekształciły się w dmuchawce. Lubił spacery na tył podwórka, choć z racji młodego wieku szybko się męczył, często wracał pod dom, by się napić, a gdy już wszyscy ostatecznie kończyliśmy przebieżkę, zapadał w kamienny sen. Czasem po prostu układał się, by odpocząć i przyjmował przy tym przedziwne i śmieszne zarazem pozycje. Przy okazji zauważyłam, że ma „maskujące” umaszczenie – akurat pod kolor tynku na domu. Takiego zmęczonego łatwiej było uczesać, z czego skwapliwie korzystałam. Najchętniej zasypiał w towarzystwie Farida, a gdy już przymknął oko, nie reagował nawet na zniknięcie czujnego kolegi, który pognał do bramy.

 

Diego

Diego

W połowie maja Diego odkrył zabawki mojego małego siostrzeńca – piaskownicę i rybki na sznurku. Wtedy jeszcze się mieścił do niebieskiej muszli, teraz już ma spore problemy z wygodnym ulokowaniem choćby połowy siebie. Rybki zbyt długiego żywota przy szczeniaku nie miały, bo po kolei zostały odgryzione od sznurka, ale przynajmniej dziecko trochę poganiało się z psem, a my mogliśmy na nich popatrzeć, czy nie tratują się nawzajem.

Diego i Farid

Diego

Udało mi się uwiecznić Farida i Diego razem na tle kwitnących bzów, a później mogłam obserwować zabawę zapoczątkowaną powolnym skradaniem się szczeniaka.

 

Bas

Bas

Bas i Baryton na brak zabawek i zabawy również nie narzekali – mieli do dyspozycji podobną piaskownicę, co Diego. Bas najpierw się w niej ułożył i czujnie obserwował, co dzieje się wokół, a chwilę później słodko spał, ukołysany szumem rosnącej obok wierzby. Po przebudzeniu zainteresował się kokosem i przez jakiś czas grał nim w piłkę z bratem.

Psy

Bas

Wieczorami wszystkie mniejsze psy ogarniało szaleństwo i biegały, czasem strojąc pocieszne miny do obiektywu.

 

Bas

Bas

Bas i Baryton

Początek czerwca z kolei to czas pierwszych upałów i poważniejszych kąpieli o wzmożonej częstotliwości. Szczególnym amatorem moczenia łap i pyska jest Bas. Na podwórku w dwóch miejscach stoją zresztą dwie spore wanienki do dyspozycji psów. Baryton póki co woli pozostać suchy, w ostateczności zamoczy łapy, ale też nie wszystkie. Canon zawsze unikał kąpieli jak diabeł święconej wody i do wanienki nie podchodzi z innym zamiarem, jak tylko napicia się.

 

Diego

Diego niestety nie ma jeszcze wanienki. Brak stosownego zbiornika chłodzącego w upalne dni rekompensuję mu, rozlewając dla niego trochę wody podczas nalewania świeżej do wiadra. Szczeniak nie przepuści także żadnej kałuży, jaka ostanie się po ulewnym deszczu.

 

Diego i Farid

Z Faridem stosunki szczeniaka wciąż układają się dobrze, choć młody próbuje zdominować „tatusia”. Farid wyczuwa, co się święci i tłumi zapędy w zarodku – zobaczymy, jak długo mu się to będzie udawało. Na razie zabawy obu psów wciąż wywołują uśmiech na twarzach obserwatorów, a Farid nadal wokalizuje, podgryzając kolegę, tak samo, jak robił to, gdy Diego był mały.

 

Farid

Farid

Diego i Farid

Diego i Farid

Oba psy codziennie patrolują tyły podwórka, teren, którym do niedawna opiekował się Benek. Najchętniej robią to oczywiście w towarzystwie ludzi, bo czują się bardziej zobowiązane do zachowania czujności, a poza tym przy nas zawsze więcej się dzieje. Farid i Diego z chęcią urozmaicają nam czas spędzony „po drugiej stronie” swoimi ulubionymi zabawami. Korzystają też z faktu, że mogą bardzo długo śledzić np. znanego już z wcześniejszych wpisów owczarka niemieckiego sąsiadów. W takim fruwaniu z jednego końca podwórka na drugi specjalizuje się zwłaszcza Farid, bo Diego już teraz wie, kiedy może sobie pozwolić na włączenie trybu oszczędzania energii na poważne akcje.

 

Diego

Diego

Z okazji Dnia Dziecka kupiłam Diego „konga” z przewleczonym przez niego węzłem, uzyskując skrzyżowanie zabawek, które uwielbiali Ares i Farid. Szczeniak na razie nie jest zainteresowany mocnym siłowaniem się ze mną, a gdy rzucam piłkę, „pobiegnie” za nią w swoim zwolnionym tempie ze trzy razy i melduje, że już wystarczy wygłupów. Woli poobgryzać frędzle i zostawić zabawkę w trawie, żebym ją zabrała do domu. Właściwie nawet cieszy mnie ten jego umiarkowany (w porównaniu z żywiołowością owczarków niemieckich znikomy) entuzjazm, bo taki jest urok tej rasy. Psy nie są absorbujące do tego stopnia, że po pierwszym spacerze za człowiekiem już do końca dnia mogą leżeć w ulubionym miejscu i tylko obserwować, czy nie pojawia się ktoś nowy, z kim też przejdą się co najwyżej raz, a później dadzą do zrozumienia, że cieszą się z towarzystwa, machnięciem ogona, gdy przejdzie obok nich. Diego na szczęście mimo wszystko jest jeszcze po szczenięcemu bardziej ciekawy świata, więc przezwycięża wrodzone „lenistwo” i uczestniczy we wszystkim, co robimy na podwórku. Przy okazji nauczyłam go przychodzenia, siadania, podawania łapy i kładzenia się na komendy. Nieustannie oswajam go z czesaniem, dążąc do tego, by polubił je tak jak Canon i sam się o nie dopraszał, widząc szczotkę w mojej ręce.

 

Koty

Koty

Koty

Zwykle przy okazji „rodzinnego” spaceru odwiedzamy kury i koty w szopie, a Diego się wtedy socjalizuje z inwentarzem. Już wie, że psy do szopy nie mają wstępu, a kotów wyglądających z dziury w drzwiach nie wolno wyłapywać, można na nie co najwyżej popatrzeć. Ostatnio urodziło się kilkoro kociąt, które już zaczynają podbijać świat. Przyzwyczajają się do naszych odwiedzin i poznają też psy. Niedawno podczas karmienia kotów zostawiłam całkowicie otwarte wrota w celu sprawdzenia reakcji Diego. Gdy jego oczom ukazały się kociaki o nieskoordynowanych ruchach, zaczął na nie szczekać. Stał za progiem szopy, pamiętając o zakazie wstępu i niezmordowanie dawał mi do zrozumienia, że małe stworzenia budzą jego niepokój. Koty wkrótce zajęły się jedzeniem i traktowały szczekającego szczeniaka jak powietrze. Nie docierały do niego moje wyjaśnienia, że nic mi z ich strony nie grozi, a on nie budzi żadnego zainteresowania. Dopiero gdy zamknęłam wrota, Diego się uspokoił.

 

Diego

Diego

Z kurami jest większy problem, bo jest ich duża, w porównaniu z kotami, ilość i nie da się łatwo kontrolować instynktu myśliwskiego Diego. Myślałam, że gdy od pierwszego dnia pobytu u nas będzie widywać kury przez siatkę, obserwować, jak je karmimy, to mu one szybko spowszednieją. Niestety, ulubioną zabawą Diego z kurami jest doskakiwanie do siatki i prowokowanie ich do gdakania i trzepotania skrzydłami. Teraz już nie chcę sprawdzać, czy miałby ochotę na nie zapolować, gdyby siatka zniknęła spomiędzy nich. Karcenie go za straszenie kur też nie ma większego sensu, bo i tak z pewnością to robi, gdy nikt na niego nie patrzy. W tej sytuacji Diego jest przeciwieństwem Farida, który ignoruje kury, ale na każdym spacerze węszy i przeszukuje kąty w poszukiwaniu kotów, by je przegonić.

 

Miki

Misia

Miki

Korzystając z wizyty rodziny na wsi, wyszliśmy na wspólny spacer po okolicy, zabierając na niego też małe psy. Miki nawet się wykąpał. Ciekawe, czy jeszcze pamięta gonitwy w rowie z Amikiem. Szczeniaki, które czekały, aż wrócimy ze spaceru, odpoczywały w cieniu żywopłotu, kładąc się w nie mniej zabawnych pozycjach, niż te przyjmowane przez Diego.

Bas

Bas później jeszcze dał się namówić na krótką przechadzkę po podwórku, w trakcie której schłodził przednie łapy w wiadrze. Po powrocie pod dom postanowił pilnować taczki, jednej z wielu zabawek, które pojawiły się na wsi wraz z moim siostrzeńcem.

Wtedy zauważyłam też wróbla z dziwną, żółtą zdobyczą, który długo nie odfruwał z pergoli – zupełnie jakby mi pozował.

Baryton

Baryton w tym czasie wciąż odpoczywał pod żywopłotem, ale głowę umieścił w świetle zachodzącego słońca, co spodobało mi się na tyle, że musiałam to uwiecznić.

 

Bracia

Następnego dnia bracia bawili się razem w trawie wokół nowego budynku, a później przeszli ze mną przez jego środek.

Bracia

Na końcu były otwarte wrota, więc wyprzedziłam psy i polowałam na ich zgrabne pozy na czarnym tle.

Misia

Wtedy przyszła zaciekawiona Misia i zajrzała w nieprzeniknioną czeluść, bo słyszała głosy moich rodziców z drugiej strony, niesione przez echo.

Misia

Później pobiegła do nich i wrócili w moją stronę już w komplecie, a ponieważ akurat testowali oświetlenie, Misia wybiegła do mnie z budynku niczym z tunelu.

 

Bas

Baryton

Kolejny dzień to pora deszczowa przeplatana słonecznymi chwilami, z których starałam się korzystać. Niebo wciąż było zachmurzone, a psy nieustannie zmoknięte i mało reprezentacyjne, ale nie mogłam się powstrzymać przed robieniem zdjęć, więc i tego dnia kilka okazało się udanych.

Bas

Baryton

Dla porównania pokażę szczeniaki sprzed kilku dni, jeszcze suche. Wciąż są zapowiadane deszcze, więc długo takie niestety nie pobędą.

 

Diego

Diego

Diego niedawno miał okazję uczestniczyć w nowej rodzinnej zabawie – puszczaniu i ganianiu baniek mydlanych. Opowiedział się po stronie ganiających, a jego ciekawość, jak zawsze, trwała tylko chwilę. Jestem przyzwyczajona do uwieczniania właśnie takich ulotnych momentów, więc być może jest to kolejne wyjaśnienie dla mojego uwielbienia dla spokojniejszych psów. Byłam zadowolona, że przy okazji udało mi się zrobić nietypowy wspólny portret Diego i Faridowi.

Mam nadzieję, że wytrwam w prowadzeniu bloga i przez kolejne dziesięć lat będę mogła archiwizować na piśmie i uwieczniać na zdjęciach perypetie zwierzaków. Nie wątpię w to, że one zawsze dostarczą materiału do opisania, a dzięki nim nasze życie nadal będzie tak barwne, jak kogucik, który od niedawna stoi na straży nowego warsztatu na podwórku.

piątek, 07 lipca 2017, hundediary
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters