Blog > Komentarze do wpisu
Amigo vulnerable

Wracam po prawie roku – ale ciągle jeszcze nie jestem pewna, czy na dłużej, czy tylko po to, by się pożegnać. Brzmi podejrzanie? I słusznie, bo czas Amika się skończył.

            Zakładając blog w 2007 roku postanowiłam, że skoro zaczął się od owczarka, to na nim też się skończy. Amik miał 3 miesiące, gdy 26 czerwca „wpuściłam go do sieci”. Nie przypuszczałam wtedy, że opisywanie jego życia pochłonie mnie tak bardzo, że inni też dostrzegą tę pasję. Dzięki Amikowi poznałam kilka wspaniałych osób, z niektórymi wciąż utrzymuję kontakt. Sam Amik stał się rozpoznawalny, uczyniłam go żywą reklamą bloga. Mimo że później do stada dochodziły nowe psy, a inne odchodziły, Amik zawsze był w centrum zainteresowania. To jemu prostowałam życie i psychikę, z nim chodziłam na długie spacery i to on przeżył ze mną okres dojrzewania, całe długie siedem lat. Wyciągał z dołków i wbiegał na szczyty. Nigdzie nie ciągnął – po prostu zawsze szedł obok. Opisałam całe jego życie na tym blogu, takie, jakie było, kolorowe albo nieco smutniejsze, ale nigdy szare. Amik miał ADHD, nie umiał się nudzić i mnie też nauczył cieszenia się każdą chwilą. Obiecałam mu być z nim od początku do końca – nie zdążyłam.  

            W ostatniej notce zwróciłam uwagę na szybko postępującą zmianę w temperamencie owczarka. Jego spokój z miesiąca na miesiąc się pogłębiał. Myślałam, że to normalne. Myślałam, że Amik po prostu szybciej się starzeje. Zaczęłam go nawet przezywać Papuciem, a gdy wyjątkowo człapał za mną, pytałam: „Co ty się taki dziadek zrobiłeś, Amiszu?”.

            Moją czujność uśpił fakt, że on nigdy nie okazywał, że coś mu dolega. Owszem, czasem protestował, gdy jak za dawnych czasów chciałam oprzeć się na jego grzbiecie, wstając z kucania podczas robieniu zdjęć. Odbierałam to jako oznaki bólu kręgosłupa.

Amigo i Puszek

            Ostatni raz widziałam się z nim 18 stycznia. Wydawał mi się ciągle zamyślony i smutny, choć jednocześnie cieszył się, że jestem. Posadziłam go wtedy razem z Puszkiem na naszej ulubionej pryzmie piachu, na której fotografowałam ich obu od chwili, gdy młody od wujka nauczył się wreszcie zostawać w siadzie. Bardzo długo się podnosił i z wyjątkowym namysłem zbiegał z tej górki. Miałam wtedy mgliste przeczucia i nie rzucałam mu już tak zawzięcie piłek. Wolałam, żeby mnie spokojnie doganiał, żebym mogła w marszu głaskać go po głowie. To ostatnie zdjęcie z pryzmy tkwiło na tapecie monitora do maja, podobnie jak ja ciągle tkwiłam w szoku i poczuciu winy.

Amigo

            Amik odszedł cicho i szybko, a mnie przy nim nie było. Uspokoił się tak bardzo, że przestał wstawać. Gdy 19 lutego cały dzień przeleżał z głową między łapami, rodzice zapakowali go do samochodu i zawieźli do weterynarza. Po pomoc. Nie sądzili, że już z nim nie wrócą.

Weterynarz zrobiła badanie USG. Pokazała rodzicom obraz i zapytała, co widzą. „Nic”. „To nic to jest krew. On ma brzuch wypełniony krwią. Miał guza śledziony, który właśnie pękł”. Gdyby rodzice nie zawieźli Amika tamtego wieczoru, do rana pewnie odszedłby sam.  

Przeczucie, które kazało mi się natychmiast z nim zobaczyć, było spóźnione o kilka dni. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w życiu.

            Amik wziął się od hiszpańskiego „Przyjaciela”, a jeszcze ściślej – od piosenki Enrique Iglesiasa, którego w tym samym roku zostałam (dość wierną) fanką.

Y ahora estoy aquí, tu amigo vulnerable... Solo en soledad, yo dependo de ti…

I teraz jestem tutaj, twój wrażliwy przyjaciel... Sam w samotności, jestem od ciebie uzależniony.

            Niedługo po wieści o odejściu Amika na pewnym wykładzie dowiedziałam się od prowadzącego weterynarza, że guz śledziony jest nowotworem łagodnym (a więc nie nacieka na sąsiednie tkanki ani nie tworzy przerzutów, tak jak miało to miejsce podczas choroby Neski, która odeszła z powodu rozrastającego się nowotworu sutka). On sam miał przypadek, gdy operował z powodzeniem guz o wadze 12 kg właśnie owczarkowi niemieckiemu. Pies przeżył operację i kolejnych kilka lat w zdrowiu, póki nie wpadł pod samochód.

 

Fiona

            Amik odszedł około miesiąc przed ósmymi urodzinami, a Fiona w maju skończyła 10 lat, więc ma już prawie setkę na koncie. Przeżyła Aresa o pięć lat i mimo niezmniejszalnej przez lata nadwagi ciągle dobrze się trzyma. Sekretem jej długowieczności jest, jak podejrzewam, niezłomny optymizm i gadatliwość – zawsze wierzy w lepsze jutro, a złych emocji nie dusi w sobie.

 

Farid

            Farid w sierpniu skończy pięć lat, więc teoretycznie zaczyna się dla niego półmetek. On – podobnie jak Fiona – ciągle jest na bakier z dietą, ale odwrotnie – byle czego nie zje, bo zaraz to odchoruje, dlatego już pogodziliśmy się z tym, że nigdy nie będzie pakerem. Dogadujemy się, ale i tak jest to już pies w stu procentach kupiony przez szwagra. Moje jest w nim tylko imię, które zaczerpnęłam z pewnej serii książek i pod wpływem pierwszej „egzotycznej” podróży, do Turcji, którą odbyłam niedługo przed przybyciem owczarka do domu.

 

Ben

            Ben jest u nas trzeci rok. Czuje się świetnie, choć jak w każdym sezonie, dokuczają mu kleszcze. Póki co jednak ryzyko inwazji minimalizujemy, bo tak jak pozostałe psy jest regularnie nakraplany, często wyczesywany, a jego teren systematycznie koszę.

 

Misia

            Babeszjozy niestety nie ustrzegła się z kolei Misia – w kwietniu całkiem poważnie zachorowała. Na szczęście mama wnikliwie ją obserwowała i zareagowała błyskawicznie na pierwsze oznaki osowienia. Po kilku kroplówkach i antybiotyku Misia wróciła do żywych. A gdy w ostatnim tygodniu kuracji ja też wróciłam – do niej – rodzice się śmiali, że zachorowała z tęsknoty za mną i ozdrowiała natychmiast na sam mój widok. Przez cały czas mojego szoku po utracie Amika nie odstępowała mnie na krok i wlepiała we mnie oczy pełne czułości, aż topiła tym serca rodziców. Do mojego w końcu też się dopchała, gdy zaczęłam się już trzeźwiej rozglądać po świecie. Jest czujniejszym ochroniarzem, niż Amik. A przy tym zmieści się i wskoczy wszędzie ;-)

 

Miki

            Miki jest obecnie najstarszym osobnikiem w stadzie – według moich szacunków tylko pół roku młodszym od Amika. Już cały kark ma posrebrzany – ale nie dane mu było jeszcze odejść na emeryturę.

 

Hektor

            Rodzice niedługo wytrzymali bez Amika. Gdy już powiedzieli mi o jego odejściu, zaczęli mi delikatnie sugerować, że wkrótce może pojawić się coś nowego. Mnie wtedy na tym w ogóle nie zależało. Co mi po nowym psie, skoro to nie będzie już Amik. Po co tworzyć nową historię, skoro stara tak nagle się urwała.

            Marudziłam sobie w głowie i dąsałam się, ale i tak 21 marca zostałam postawiona przed faktem dokonanym i stanęłam oko w oko z nowym lokatorem – owczarkiem niemieckim, ale długowłosym. Pojawił się już wcześniej, ale nie miałam okazji odwiedzić rodziców. Mama przygotowywała mnie duchowo na spotkanie, pokazując zdjęcia. Popatrzyłam, pomyślałam: „Drugi Farid” i wszelki mój entuzjazm zgasł.

            Imię też nie było moje – Hektora wymyślili rodzice. Pytali mnie o zdanie, a ja patrzyłam na nich z miną „Wszystko jedno”. I tak miałam pustkę w głowie, więc nie byłam w stanie wykazać się gramem kreatywności na żadnym obszarze.

Hektor

            Puszek, gdy po raz pierwszy zobaczył Hektora, z wrażenia przestał szczekać. Milczał przez kolejny miesiąc i nawet spoważniał. Ale potem otrząsnął się z szoku i wrócił do ustawień fabrycznych. Został tylko zarażony z nieba piłeczkomaniactwem. Wiedziałam, że Amik nie odpuści mi tak łatwo :-)

Hektor

            Hektor urodził się we wrześniu, zatem gdy do nas przybył, już miał pół roku. Ale idealnie wpasował się w krajobraz naszego stada i rodziny. Psy przyjęły go życzliwie, tak jakby mieszkał tu od zawsze.

Hektor

Hektor

Hektor

 

Pomału przełamał lody w kontaktach ze mną. To bardzo fajny szczeniak, kontaktowy i towarzyski. Widać, że chce współpracować z człowiekiem. Tylko czeka na wskazówki, jak ma się zachować. Dlatego muszę mu jakoś pokazać, co ma zrobić z piłką. Mimo przykładu płynącego z góry poprzez Puszka – Hektor nie wie. Widzi, że piłka to rzecz święta i pożądana, więc gdy Puszek się zagapi, to ją zabiera. Ale biega w kółko z uszami położonymi po sobie, ani nie odda, ani nie upuści, ani jej nawet nie gryzie.

Hektor

            Niedawno przeżył chrzest bojowy – pierwszy spacer. Rodzice od dawna mnie namawiali, a ja nie rozumiałam, o co im chodzi. Aż nagle eureka – to ma być mój nowy Amik. „Piesek” spacerowy. Muszę go więc sobie – i reszcie rodziny – wychować.

Dlatego zostałam przemycona na wieś na długi czerwcowy weekend, a wszyscy na tym skorzystali. Hektor świetnie się spisuje na smyczy. Spotkaliśmy nawet psy sąsiadów, które wygrażały mu z daleka. Kazałam mu usiąść, klapnął przy mojej nodze i przyglądał im się z uwagą. Nie szarpał, nie piszczał, nie szczekał, nie atakował ani nie uciekał. Czekał, co ja zdecyduję, że mamy ze sobą zrobić. Kochany robocik :-)

poniedziałek, 08 czerwca 2015, hundediary
Komentarze
Gość: Alka, *.xdsl.centertel.pl
2015/06/08 08:18:16
W końcu notka! na prawdę mam nadzieję, że nie odejdziesz. Wiesz, jestem sentymentalna (trudno, nie zauważyć:P), od samego początku czytam Cię z zapartym tchem. Zarówno o chwilach wesołych, jak i smutnych w stadzie - tak, jak teraz.
Często nadal nie mogę uwierzyć, że czas dla Amika już się skończył. Ostatnio po obudzeniu - doprawdy nie wiem skąd - w mojej głowie pojawiła się myśl o nim. Wspomnienia o tych szalonych, ufnych oczach i jego fotogeniczności. Zawsze już będzie w naszych sercach, prawda?:) To jest najważniejsze...
To zdjęcie, gdzie Ami jest w rogu, a tęcza ozdabia lewą stronę zdjęcia moim zdaniem nadaje się na jakiś światowy konkurs - wygrałoby i pod względem kompozycji i opisu jego historii, jeśli byś ją zamieściła.
-
bo-ness
2015/06/16 23:20:51
To smutne, że wracasz na bloga z taką nowiną. Ogromnie współczuję straty... Chociaż skład Twojego stada się zmieniał, Amigo faktycznie zawsze "tutaj był". Niesamowicie trudno pogodzić się z faktem, że znika taki towarzysz, szczególnie, jeśli odchodzi w ten sposób. Sama miałam okazję tego doświadczyć... Chociaż nowy rozdział - z Hektorem u boku - z pewnością będzie różnił się od tego związanego z Amikiem, wygląda na to, że zapowiada się dobrze. Pozostaje mi tylko życzyć zdrowia całej reszcie - trzymajcie się!
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters