Blog > Komentarze do wpisu
Ben

W niedzielę miną dwa miesiące, odkąd jest u nas. 

Już jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że Farid potrzebuje wsparcia, bo Fionie nie chce się z nim biegać aż na drugi koniec podwórka, a on sam nie czuje się zbyt pewnie.  

Nowy pies był potrzebny w zasadzie natychmiast, więc nabycie szczeniaka nie wchodziło w grę. W poszkukiwaniu odpowiedniego zaczęliśmy więc całą rodziną przeglądać strony znajdujących się w okolicy schronisk. Niestety okazało się, że gdy wybraliśmy się na miejsce, wytypowanych przez nas psów już dawno nie było. Wolontariusze byli wręcz zdumieni, że znalazłam przez wyszukiwarkę stronę, która od kilku lat nie jest aktualizowana. 

Skoro jednak już byliśmy na miejscu, przyjrzeliśmy się zwierzakom, które akurat tam przebywały. Ja zdążyłam już tak napatrzeć się na puchate "w typie kaukaza" na starej stronie, że podświadomie wypatrywałam takich też na żywo. Niestety, największe psy, jakie nam pokazano, były wielkości wyżła i takiego typu budowy i urody. Wolontariuszka powtarzała, że one na zimę "obrastają" bardziej zbitą sierścią, ale choć przyznałam jej rację, w głębi duszy jakoś nie mogłam się do nich przekonać.

Wyszliśmy więc ze schroniska z niczym, a ja zatopiłam się w dalszych poszukiwaniach. W lutym natrafiłam na artykuł o Wojtyszkach w "Przyjacielu Psie". Zajrzałam na stronę przytuliska i przejrzałam wszystkie psy. Znalazło się kilka naprawdę ładnych i odpowiadających moim "wyobrażeniom", ale rodzice zgasili moje zapały, stwierdzając, że choć schronisko znajduje się w tym samym województwie, nie jest znów tak bardzo blisko.

Mama często, gdy miała kłopot z decyzją w sprawie nabycia nowego zwierzaka, lubiła powtarzać, że ostatecznie zda się na los. I tym razem tak zrobiła. 

Jakiś czas później podczas rozmowy z zaprzyjaźnioną fryzjerką dowiedziała się, że jej znajoma wyprowadza się z dużego domu do bloków i szuka nowego opiekuna dla równie dużego psa. Fryzjerka zachwalała go, że ma piękny puchaty ogon i bardzo przypomina właśnie kaukaza.

Mama odwiedziła tych ludzi i zabrała ze sobą aparat, żeby uwiecznić zwierzaka i pokazać go reszcie rodziny. Muszę przyznać, że spodobał mi się od razu. Rzeczywiście miał piękny ogon, który lubił nosić zawinięty dumnie na grzbiecie. Ale jak na kaukaza był nieduży. 

Było pewne, że trafi do nas. Musieliśmy tylko poczekać, aż odpuszczą mrozy.

W ten sposób Benek (nazwany tak przez poprzednich właścicieli) zawitał na nasze podwórko 6 marca. Nie zmienialiśmy mu imienia, bo bardzo ładnie na nie reagował. Dopiero później, ale tylko na potrzeby bloga, postanowiłam je skrócić. 

Ben przyjechał późnym popołudniem z wyprawką - szelkami, smyczą, kagańcem i książeczką zdrowia. Miał przeznaczoną dla siebie część podwórka, której, jak się niebawem okazało, zapragnął pilnować sam. Na Farida natychmiast rzucił się z zębami, od awantury powstrzymała go tylko zamknięta brama. Farid, po pierwszym szoku, nie pozostał mu dłużny i przez kilka minut psy doskakiwały do siebie. Ben pokazał więc już na wstępie, że wcale nie czuje się zagubiony i ma silnie rozwinięty instynkt terytorialny, w związku z czym na swoim terenie nie toleruje innych psów. 

Później okazało się, że dotyczy to tylko dużych, bo na małego jazgoczącego pieska w typie westie sąsiadów łaskawie macha ogonem, a generalnie go wręcz ignoruje. Dlatego malec czuje się na tyle pewnie, że często podchodzi tuż pod płot. Jego właścicielka, gdy to widzi ze swojego podwórka, umiera ze strachu i zaczyna go wołać, ale potem pewnie się uspokaja, bo ani ja nie szczuję Bena, ani on sam nie ma zapędów morderczych. Z zaciekawieniem obwąchuje "gościa" przez siatkę, a piesek z zadowoleniem się o nią ociera. W pewnym momencie nawet zaczęłam podejrzewać, że to suka, i w dodatku z cieczką, stąd takia zainteresowanie ze strony Bena. W zasadzie do tej pory nie wiem, jakiej płci jest nasz "znajomy".

Jeśli chodzi o Fionę, od początku jest dla Bena neutralna. Od czasu do czasu powąchają się nawzajem i widzę, że obydwoje merdają wtedy ogonami.  

Następnego dnia akurat miałam wolne, więc mogłam poświęcić na poznawanie nowego psa tyle czasu, ile chciałam. Ben rzeczywiście okazał się niezbyt duży, ale tylko w porównaniu z prawdziwym kaukazem. Po zmierzeniu miał 65 cm wzrostu, czyli jest mniej więcej wielkości Amika. Jest trochę niższy od Farida, ale za to masywniejszy.

Pierwszego dnia głównie chodziłam z nim po terenie i obserwowałam. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą trochę przysmaków, którymi co jakiś czas go częstowałam. Ograniczałam się tylko do głaskania go, gdy do mnie podszedł. A podchodził często, gdy tylko zauważył, że przykucam, by zrobić mu zdjęcie. Drugiego dnia miło mnie zaskoczył i jednocześnie przekonał do swojego przyjacielskiego nastawienia, kładąc się u moich stóp i natychmiast przewracajac się na plecy. Podrapałam go po brzuchu, jeszcze dość sztywno, bo nie byłam pewna, czy rzeczywiście to lubi. Trzeciego dnia pokazałam mu szczotkę i na próbę, dość powierzchownie, go wyczesałam. Zachowywał się poprawnie - ani nie okazywał takiego rozanielenia jak Canon i Nikon, ani nie niecierpliwił się tak jak kiedyś Ares. 

Dopiero po jakimś czasie fotografowania go i chodzenia z nim coś zauważyłam.

- O ja, jakie masz bajerne oczy! - ucieszyłam się spontanicznie, wpatrując się to w niego, to w zdjęcie. 

Jedno ma ciemno-, a drugie jasnobrązowe. To pierwszy pies z takim "fenomenem". Gdy chwaliłam się mamie swoim odkryciem, wykazała się wyjątkowo chłodnym rozsądkiem i pierwsze, o co zapytała, to: "czy on na pewno widzi na to ciemne oko?" 

Potem, pod wpływem tej rozmowy, parę razy go "testowałam", wynika z tego, że raczej widzi... :P Na pewno prezentuje się ciekawie. Kolejną rzeczą, która mnie w nim na samym początku zachwyciła, to umaszczenie. Podobny rozkład odcieni rudego miał Ares. Pierwszego dnia udało mi się nawet zrobić mu takie zdjęcie, na którym wygląda na większego, niż jest w rzeczywistości i na nim faktycznie wygląda jak kaukaz. To było moje ulubione, które wysyłałam wszystkim znajomym, ciekawa ich reakcji. Nikt jednak nie podzielił mojego entuzjastycznego spostrzeżenia, że Ares się zreinkarnował. 

Obecnie mam już coraz więcej zaufania do Bena, a i on zdążył mnie polubić. Gdy go odwiedzam, zaczyna biegać w kółko i w ostatniej chwili zawraca w bramie. Naszym rytuałem stało się nie tylko to "szaleństwo", ale też wspólne bieganie po całym terenie wydzielonym dla niego. A że jest on niemały, dzięki temu mam nadzieję za jakiś czas złapać trochę kondycji. Benowi też jej utrzymanie się przyda, bo jest dość żarłoczny :P

Ben lubi aportować i z radością biega z patykami w zębach. Brakuje mi jednak na razie czasu, żeby bardziej konsekwentnie uczyć go oddawania na komendę. Na razie albo trzeba się z nim siłować (a potrafi się bardzo solidnie wbić w ziemię), albo natrafić na moment, gdy nieopatrznie wypuści łup z pyska tuż koło nóg i wtedy szybko na niego nadepnąć. 

To w ogóle jest pies, który lubi gryźć. Jego ukochaną przekąską są duże kości i bochenki suchego chleba. Zawsze lubi mieć coś "pod łapą", żeby witać z tym przychodzących do niego domowników. Rozbraja mnie jego zmartwienie, gdy czasem odkrywa, że jest nieprzygotowany i nie może się niczym przede mną pochwalić. Podczas przechadzek, z lenistwa albo braku innych "zabawek" (kolejną jego pasją jest zakopywanie otrzymanych chlebów i kości), zdarza mu się podjąć coś zupełnie niejadalnego. Któregoś dnia podbiegł do mnie, już z daleka widziałam, że niesie coś w pysku. Chcąc być miłą panią, zawołałam:

- O, jaką masz piękną kosteczkę!

Gdy podszedł bliżej, zauważyłam, że kosteczka przeobraziła się w... cegłę.

Jego pasja gryzienia twardych rzeczy jest o tyle kłopotliwa, że bardzo skutecznie ściera sobie przez nią zęby. W książeczce zdrowia ma wpisaną datę urodzenia w 2003 roku, ale gdy tak przyglądałam mu się wnikliwie przez pierwsze trzy dni, doszłam do wniosku, że jest dużo młodszy. Porównywałam jego zęby z "garniturem" pozostałych psów i zauważyłam, że ma podobne jak Amik, który też namiętnie obgryza swoje zabawki (choć nie wybiera ani nie dostaje aż tak twardych). Dlatego oceniłam wiek Bena na pięć lat i tak będzie zapisany w Internecie. Być może w książeczce też niedługo zmienię jego dane.

Wnioski na temat jego wieku wysnułam także na podstawie analizy tego dokumentu właśnie. Pierwsze szczepienie przeciwko wściekliźnie miał wykonane w 2008 roku. Podobno gdy trafił do swoich poprzednich właścicieli, był dość młody, wyglądał na około rocznego psa. Widocznie ich weterynarz ocenił go inaczej i wpisał mu taką a nie inną datę. Ben podobno od młodości błąkał się po ulicy. Znajomi fryzjerki mojej mamy przygarnęli go z litości i dlatego, że był bardzo ładny i okazało się, że ma też miły charakter. 

Ben obecnie trochę polubił nawet czesanie, pozwala wyczesać sobie ogon i portki. Ma swój ulubiony punkt obserwacyjny na schodach starego budynku. Wykorzystałam to do ustanowienia kolejnego rytuału. Po każdej przebieżce po podwórku wchodzimy na schody, siadamy tam razem i obserwujemy okolicę. Ben lubi się przytulać i podawać łapę. To drugie jednak często robi niedelikatnie, więc muszę go strofować. Bardzo stara się też nie deptać mi po nogach, nawet w największej radości, i ze zrozumieniem przyjmuje moje popiskiwanie. Przyzwyczaiłam go też do tego, że lubię leżeć na ziemi. Już nie włazi mi na brzuch i nie zapiera tchu w piersiach, ale nauczył się kłaść obok mnie. Dzięki temu nie był zbyt zdziwiony, gdy podchodził do mnie, ja się cofałam, a on nadepnął na nogawkę moich spodni, w wyniku czego straciłam równowagę i z piskiem zaskoczenia wylądowałam na wznak. Merdając ogonem spojrzał, czy żyję, po czym grzecznie położył się tak, żebym mogła go głaskać ręką. Po chwili sam przewrócił się na bok, prosząc o drapanie po piersi. 

To także jedyny pies, który na powitanie się uśmiecha. Z początku przez to odnosiłam się do niego nieufnie, bo myślałam, że szczerzy zęby w "niecnych" zamiarach. Mama mnie jednak uspokoiła, mówiąc, że zauważyła to już podczas wizyty u jego poprzednich właścicieli i że to oznaka radości. Uwierzyłam jej, bo Ben sam się teraz tak do mnie dość często uśmiecha. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to uwiecznić na zdjęciu albo filmie. Bo naprawdę mnie tym rozbawia :-)

Cieszę się, że Ben z nami jest. Już nawet przestałam porównywać go z Aresem czy jakimkolwiek innym psem. Ma tyle indywidualnych cech wyglądu i charakteru, że po prostu nie da się go z nikim porównać. Jest podobny tylko do siebie.  

 

Ben 

Tym zdjęciem uszczęśliwiałam wszystkich znajomych, opowiadając im o Benie, bo wydawało mi się, że ono najbardziej "podkreśla" cechy czyniące psa podobnym do kaukaza.

 

Ben 

Na tym zdjęciu także bardzo przypominał mi Aresa. 

 

Ben 

Ucieszyło mnie także jego zamiłowanie do aportowania. 

 

Farid 

 Obecnie Farid już się przyzwyczaił do nowego kolegi, ale na początku potrafił stać pod bramą całą noc i szczekać na Bena. 

 

Farid i Ben 

Wcześniej Ben naszczekał na niego, pokazując przy tym wszystkim, że nie toleruje innych psów, zwłaszcza dużych, na swoim terenie. A jako taki zaczął już pierwszego dnia traktować część podwórka, na której się znalazł. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po nim jako nowym psie w obcym domu tak zdecydowanej postawy.

 

  

Zupełnie inaczej natomiast są traktowane przez Bena małe psy. Z takim spokojem obserwuje jazgoczącego pieska sąsiadów, który codziennie przez dziurę w płocie wychodzi ze swojego podwórka i podchodzi pod nasz płot, że w końcu i ja nauczyłam się ignorować denerwujące dźwięki wydawane przez niego. 

 

Ben

Właścicielka białaska też widziała tę scenę, bo była akurat na podwórku. Pewnie zdrętwiała ze strachu, bo zaczęła gorączkowo nawoływać swojego psa. Wkrótce jednak przestała, bo zobaczyła, że ani Ben nie rzuca się na jej pupila, ani uciekinier nie sprawia wrażenia przerażonego widokiem dużego kolegi.   

 

Ben

Ben

 Ben oprócz aportowania uwielbia także gryzienie swoich łupów. 

 

Oto jego bardziej i mniej typowe zabawki, które w większości sam sobie znajduje:

 Ben

 Ben

Ben

   

Ben 

Mamy kilka swoich rytuałów. Jednym z nich jest wspólne bieganie.

 

Ben

Ben uwielbia to robić także z pełnym pyskiem.  

 

Ben

 Z bieganiem wiąże się też rytuał radosnych powitań. 

 

Ben 

W ramach wyciszenia wybieramy się też na spokojne spacery i patrole.

 

Ben 

Po gonitwach lubimy razem zająć doskonały punkt obserwacyjny i patrzeć na to, co dzieje się za płotem, z góry. 

 

Ben

Być może trudno w to uwierzyć, ale różnokolorowe oczy Bena dostrzegłam dopiero  po jakimś czasie robienia mu zdjęć. 

 

Ben

Od tamtej pory jednak uwielbiam go portretować. 

piątek, 04 maja 2012, hundediary
Komentarze
ness.ie
2012/05/05 07:52:35
Oczy ma faktycznie bajeczne. :) Ale i bez nich byłby naprawdę uroczy.
-
psieperypetie
2012/05/06 09:39:31
Zaciekawiłaś mnie tym "uśmiechaniem się" Bena. Gudi marszczy mordkę w tak nietypowy sposób w pewnych okolicznościach, że nie sposób zareagować inaczej, niż tylko śmiechem. Do tej pory nie spotkałam się z takim przypadkiem. Może nowy bohater tego bloga ma podobnie? :) Chętnie zobaczyłabym zdjęcie, na którym uwieczniony będzie jego uśmiech.
Swoją drogą, ten pies bardzo mi się podoba. Oczy ma faktycznie zadziwiające, tego typu "odstępstwa" zawsze mi się podobały. Uważam, że dodają uroku. To bardzo osobliwa cecha. Fajnie jest tak stopniowo odkrywać psa. Nawet po latach można dowiedzieć się tego, czego wcześniej się nie zaobserwowało.
Pozdrowienia
-
Gość: Alka, *.xdsl.centertel.pl
2012/05/12 22:40:34
Super, ze opisałaś pierwsze wspólne miłe chwile z nowym psem ;) Benek jest bardzo ładny! Chociaż bardziej przypomina mi krzyżówkę Goldena z czymś większym, i tak mi się podoba, w sumie z uwagi na ten fakt, to nawet jeszcze milej mi na niego patrzeć ;)
Oczy faktycznie robią wrażenie....:D
Masz na prawdę wielkie szczęście, mogąc posiadać tyle zwierząt ;) Dobrze, że wszystkie też się wspaniale trzymają i nie sprawiają kłopotu ;)
Pozdrawiam.
-
bo-ness
2012/05/28 20:31:43
Ben jest świetny, a oczęta ma po prostu OBŁĘDNE! Cudo :)
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters