Blog > Komentarze do wpisu
Nowy członek ekipy

Wczoraj skończyłam szesnaście lat. Z tej okazji rodzina dała mi prezenty, a znajomi co rusz składali życzenia. Jednym z prezentów była wycieczka do Częstochowy. Spędziłam tam ciekawie kilka godzin.

W drodze powrotnej tata z nieprzeniknioną miną kazał mi odsunąć siedzenie maksymalnie do tyłu, żebym miała przed sobą jak najwięcej miejsca. Patrzyłam na niego pytająco, czegoś się domyślałam, ale postanowiłam nie psuć sobie niespodzianki. Zatrzymaliśmy się przed bramą, w której owczarek niemiecki z dwoma szczeniakami biegał naokoło swoich właścicieli. Gdy wysiedliśmy z samochodu, już byłam pewna, o co chodzi. Tata kazał mi wybrać sobie psa.

Szczeniaki były tylko dwa, ale i tak długo nie mogłam podjąć decyzji. W końcu postanowiłam, że wezmę tego, który pierwszy do mnie podejdzie. Przybiegł ten bardziej szary, a jego brązowy brat zwinnie mnie wyminął i pobiegł na drugą stronę ulicy. Odważniejszy i bardziej kontaktowy szczeniak natychmiast rzucił się na sznurówki przy moich butach. Kucnęłam koło niego, a wtedy złapał mnie za włosy. Gdy wzięłam go na ręce, nie piszczał, tylko postękiwał i mruczał. Wsiadłam z nim do samochodu, a w tym czasie tata odebrał od hodowcy wyprawkę.

Szczeniak podróż do nowego domu zniósł doskonale. Był bardzo spokojny i nawet jeśli piszczał, to bardzo subtelnie. Nie mogłam się powstrzymać przed dotykaniem go, więc praktycznie całą drogę trzymałam ręce zanurzone w jego mięciutkiej, gęstej sierści. Być może to także wpłynęło na niego uspokajająco.

Przed bramą poczekaliśmy, aż mama zamknie duże psy, żeby uniknąć nieprzyjemnej sytuacji i nie przysporzyć szczeniakowi od razu pierwszego dnia traumatycznych przeżyć. Nie byliśmy w stanie przewidzieć, jak przyjmą go na swoim terenie nasze zwierzęta. Lepiej było przeczekać jedną noc, a w tym czasie solidnie wygłaskać malca, żeby dobrze przeszedł naszym zapachem.

Niezamknięci pozostali oczywiście stali rezydenci mieszkania - Miki i Neska. Gdy wysadziłam szczeniaka z samochodu, natychmiast ruszył w kierunku stojącego w pobliżu nowego kolegi. Miki przestraszył się tej "szarży" i uciekł. Potem kilka razy wracał, bo chciał się przywitać z nami, ale za każdym razem, gdy widział zbliżającego się owczarka, robił uniki i kłapał na niego zębami. Piesek nie pozostał mu dłużny i w końcu zaczął na niego poszczekiwać, zawiedziony brakiem entuzjastycznego powitania ze strony pobratymca.

Potem wypuściłam z domu Neskę. Szczeniak natychmiast się ożywił i dokładnie ją obwąchał. Ona zresztą zrobiła to samo. Okazywała mu życzliwe zainteresowanie, ale ani nie przyjęła zaproszenia do zabawy, ani nie odganiała go zbyt zdecydowanie, gdy próbował ją molestować.

Wieczorem maluch został nakarmiony, wyprowadzony kilka razy i wybawiony przeze mnie. Właściwie odwiedzałam go do późnej nocy. W końcu okazało się, że gdy chciałam iść już spać, to on akurat znalazł w sobie mnóstwo energii do zabawy...

Sama świadomość jego obecności sprawiła, że wstałam dzisiaj wyjątkowo wcześnie jak na niedzielę. Najlepszy dowód, że gdy wyprowadziłam szczeniaka na spacer, na trawie zalegał szron. Tym razem zabrałam ze sobą aparat, żeby porobić psu pierwsze zdjęcia. Okazało się, że to nie takie łatwe. Maluch już zdążył bardzo się do mnie przywiązać. Nie pozwalał mi zrobić nawet kroku w tył - zaraz wstawał i siadał mi na nogach albo z głośnym stęknięciem kładł się między nimi. Ostatecznie przeszłam z nim całe podwórko, mając oczy naokoło głowy - jednocześnie go pilnowałam i próbowałam sfotografować.

Po południu nastąpiło zapoznanie z całą sforą. Wbrew pozorom najmilej przyjął szczeniaka Amik. Pewnie wyczuł, że to bliski krewny ;-) Canon i Nikon z kolei byli bardzo zainteresowani, ale nie bardzo wiedziałam, jakie mają zamiary. Pozwalałam im dojść do malucha, ale cały czas ich upominałam, żeby byli ostrożni i spokojni. Piesek z kolei na początku na każdego kolejnego podchodzącego kolegę reagował bardzo entuzjastycznie, podskakiwał i kłapał na niego ząbkami. Tym trochę straszył braci - na chwilę od niego odskakiwali. Gdy w ten sam sposób szarżował na Amika, ten tylko spojrzał na niego z wyższością, obwąchał i odszedł. Naprawdę jednak okazał się wyjątkowo miły dla szczeniaka. Ponieważ tam gdzie ja, tam on i malec, pilnował nas i ostrzegał pozostałe psy przed podchodzeniem. Dwa razy sam z siebie podszedł i polizał malucha po uchu, ale nie próbował zachęcić go do zabawy ani nie reagował na jego zaczepki.

Pod wieczór w domu szczeniakowi udało się rozbawić Neskę. Chwilę poskakali i potarmosili się na dywanie. W tym czasie Miki stał z boku i patrzył zazdrośnie, ale nie przyłączył się. Nie wiem, dlaczego ten pies nie przypadł mu do gustu.

Po obiedzie poszłam z mamą na spacer. Zabrałyśmy Amika, Mikiego, Neskę i malucha. Temu ostatniemu założyłam szelki i zapięłam smycz automatyczną, żeby miał trochę swobody, a przy tym nie plątał się. Jak na pierwszy kontakt z uciskiem mały w ogóle się nie skarżył. Może dlatego, że był całkowicie pochłonięty pilnowaniem się mnie.

Miłość to piękna rzecz, ale bywa dość denerwująca. Okazało się, że na polu tym bardziej nie mogę zrobić pieskowi "normalnego" zdjęcia! Ilekroć zatrzymałam się z nadzieją, że on zainteresuje się jakąś wonią albo innym psem, przeżywałam rozczarowanie. Owczarek wciskał się między moje nogi i zalegał tam, po swojemu mrucząc i sapiąc.

Ostatecznie nawet zdobyłam się na spuszczenie go ze smyczy, żeby zdjęcia były ładniejsze. Mama trochę pomogła mi w odciągnięciu uwagi malucha ode mnie i zrobiła mi z nim kilka zdjęć, a także "portret zbiorowy" z moimi dwoma wilkami ;-)

Jutro piesek znów będzie miał okazję do intensywnej socjalizacji. Drugi dom będzie już jego stałym miejscem zamieszkania. Dołączy do Fiony i Inki, zastępując Aresa. Myślę, że mu się spodoba, bo już teraz zauważyłam, że raczej lubi suczki i kotki :P Ma też podobny charakter do swojego poprzednika. Przypomniał mi Aresa już samym tym atakowaniem sznurówek na powitanie. Różnica będzie z pewnością polegała na tym, że z nim uda mi się nawiązać lepszy kontakt. To będzie bardziej towarzyski i posłuszny pies.

Jutro rozpoczniemy też zapewne debatę nad imieniem. W książeczce zdrowia piesek ma wpisane przez hodowcę imię Kamel. Cały czas zastanawiam się, czy je zmieniać, czy zostawić. Rodzinna burza mózgów pomoże mi podjąć decyzję.

Za tydzień postaram się zamieścić relację z aklimatyzacji Kamela "u Inki i Fiony" :-)

 

MÓJ PIESEK URODZINOWY

Ja i Kamel

 

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

 

ZDERZENIE Z KOCIŃCEM

Silverka

Lola

Parszywek

Gryfka

 

Z WUJKIEM AMIKIEM

Kamel i amigo

Kamel i Amigo

Kamel i Amigo

Kamel, Amigo, Miki

 

NA SPACERZE

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel i Silverka

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

Kamel

Płomykówka

Amigo

 

 

Amigo i Kamel

Od dziś będę tańczyć z wilkami ;-)

poniedziałek, 11 października 2010, hundediary
Komentarze
ness.ie
2010/10/11 15:55:19
Sto lat!!!
A psiak śliczny!... Lucy miała takie same szelki, ale przy pierwszym lepszym pociągnięciu rozleciał się zatrzask :O

Myślałaś nad Mickey czy Billy? XD
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters