Blog > Komentarze do wpisu
Trochę inny pies

We wrześniu minie rok od kastracji Amika. Musieliśmy jej poddać owczarka, bo stał się zbyt agresywny. Wpływ na to miała z pewnością ostatnia cieczka Neski. Amik odkrył w sobie wtedy nowe pokłady testosteronu, a zachęcony zwycięstwem w starciu z Barrym, który wreszcie nie był w stanie stawić mu oporu, postanowił zostać władcą wszechświata.

Zaczynało się niewinnie - ot, Amik zawarczał od czasu do czasu na któregoś ze szczeniaków, odpędził go od miski i bezprawnie w niej pogrzebał, nie pozwalał kolegom dochodzić do nas, gdy był w pobliżu. Dopóki nie były to wyjątkowo irytujące incydenty, przymykaliśmy na nie oko w nadziei, że pies sam się uspokoi.

Jednak niedługo potem owczarek zrobił coś, co ostatecznie zaważyło na decyzji o pozbawieniu go męskości. Na oczach mojej mamy zagryzł młodego kotka, a gdy mama chciała go odizolować w kojcu, warczał na nią, gdy go tam prowadziła. Zwierzaka zaatakował właściwie bez powodu. Zdenerwowało go po prostu, że biegał radośnie po całym pomieszczeniu...

Już dwa dni po kastracji wydawało mi się, że widzę pierwsze zmiany. Wkrótce jednak okazało się, że to złudzenie. Poziom hormonów Amika nawet jakby jeszcze bardziej podskoczył. Owczarek zaczął na poważnie atakować szczeniaki, zwłaszcza Nikona. Stał się obsesyjnie zazdrosny o nas, a dodatkowo jeszcze sprawiał wrażenie, jakby stracił zdrowy rozsądek. Ubzdurał sobie, że jedyną słuszną metodą wymuszenia posłuchu i szacunku wśród kolegów jest atakowanie ich przy każdej nadarzającej się okazji i siłowe udowadnianie swojej przewagi.

Później do agresji wobec innych psów doszły fochy skierowane przeciwko nam. Amik opornie wykonywał wszystkie polecenia, nawet tak proste i często powtarzane jak "siad". Nadal uwielbiał biegać za nami z piłką w zębach, ale chciał sam dyktować warunki zabawy. Nie puszczał na pierwszy rozkaz. Ignorował "zostaw" i zabierał nam zabawkę spod nóg, gdy się po nią schylaliśmy. A gdy już się udało mu odebrać piłkę, jeszcze na deser skakał i próbował wyjąć ją nam z ręki, kłapiąc zębami. Przez ten "cyrk" poważnie znielubiłam współpracę z Amikiem. Miałam ochotę płakać z bezsilności, gdy owczarek skakał na wysokość mojej twarzy i z całej siły (mam nadzieję, że przypadkiem...) uderzał mnie zębami w rękę, w której trzymałam piłkę. Nie wiedziałam, jak go zmienić. Ignorowanie nie pomagało, tylko wzmagało moje rozdrażnienie, bo pies łaził za mną krok w krok, nie rozumiejąc, że już nici z niemiłej (dla mnie) zabawy.

Przygotowania do spacerów były dla mnie udręką. Amik ujadał jak wściekły, nie mogąc się doczekać wyjścia. Gdy już zapięłam mu smycz, nie mogłam spokojnie przejść przez furtkę. Owczarek pchał się pierwszy... Podobnie było, gdy szłam z mamą. Ona trzymała Mikiego i Neskę, a ja Amika. Wilk awanturował się za każdym razem, gdy puszczałam małe psy przodem. Dopiero gdy wychodziłam z nim pierwsza, uspokajał się i szedł dumnie, sprawdzając, czy "podwładni" za nim podążają. Na spacerach wszystko jako tako wracało do normy. Amik przychodził tak jak zawsze na pierwsze zawołanie i w miarę trzymał się nogi. Kolejna awantura wybuchała jednak po powrocie. Przed furtką witały nas szczęśliwe szczeniaki. Amikowi nie podobało się, że w ogóle do nas podchodzą. Rzucał się z furią na stojącego najbliżej (najczęściej był to Nikon) i wszczynał bójkę. Wreszcie doszło do tego, że wpuszczaliśmy małe psy pierwsze, a z Amikiem na krótkiej smyczy wchodziliśmy zaraz za nimi. Zanim zdążył przygarnąć do siebie łapami i zatopić kły w sierści któregoś ze szczeniaków, natychmiast go odciągaliśmy i szliśmy z nim w inną stronę, odstraszając pozostałe psy krzykiem.

Obecnie na szczęście te złe wspomnienia już nie są takie żywe, przynajmniej w mojej pamięci. Wreszcie doczekałam się prawdziwych pozytywnych skutków kastracji Amika.

Owczarek przede wszystkim już nie jeży się i nie warczy groźnie, gdy coś dzieje się nie po jego myśli. Nie atakuje kolegów, wybiera raczej łagodniejsze środki przymusu, akcentując swoją wyższość za pomocą odpowiednich sygnałów wysyłanych mową ciała. Polubił Canona i stworzył z nim coś na kształt pary alfa. Nauczył się z nim współpracować - biegną do bramy razem. Ostatnio nawet chwilę się z nim pobawił. Do tej pory lubował się w psuciu zabawy Mikiego ze szczeniakami, wpychając się między kolegów i swoimi demonstracjami dominacji i niezadowolenia skutecznie zniechęcając ich do kontynuacji igraszek.

Kontakty Amika ze mną także uległy znacznej poprawie. Mogę szybko wyegzekwować od niego każdą komendę, a ponadto pies skupia się na mnie na tyle, że mogę zacząć uczyć go nowych. Ostatnio zajmujemy się zostawaniem. Próbuję także oduczyć go skakania do aportu. Chociaż teraz robi to raczej bez złości, jednak nadal kłapie zębami w powietrzu. Wolę nie ryzykować kolejnych siniaków na ręce... Amik również ze mną od nowa nauczył się bawić. Jest o wiele delikatniejszy, nie łapie mnie zębami, lecz tylko lekko muska. Przewraca się na plecy i prezentuje oryginalną odmianę tarzania się. Masuje sobie ucho i mruczy przy tym zabawnie, czekając, aż zacznę go drapać po brzuchu lub piersi. Dopiero wyraźnie zachęcony przeze mnie pozwala sobie na włączenie starego trybu "szaleństwo na maxa". Zaczyna biegać naokoło mnie, wyhamowując w ostatniej chwili, żeby mnie nie stratować. Spacery również są czystą przyjemnością. Amik, choć nadal jest bardzo czujny, stał się spokojny. Bardzo się mnie pilnuje i nawet po odpięciu smyczy, mimo zezwolenia na bieganie, nie korzysta z niego. Woli pomału snuć się za mną lub przy nodze. Z zaciekawieniem reaguje na wszystko, co mówię. Przychodzi nie tylko na wezwanie. Często ma potrzebę samemu podejść i się połasić.

Wrócił Pan Piesek Idealny ;-)

 

Amigo i Canon

Obecnie coraz rzadziej mam "zaszczyt" zobaczyć Amika tak zjeżonego na widok któregoś ze szczeniaków.

 

Amigo i Canon

Niedawno z kolei po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zauważyłam ze zdumieniem i zadowoleniem jednocześnie, że owczarek zdobył się na niewinną zabawę z kolegą. "Niewinna" oznacza, że nie przeistoczyła się w poważną awanturę, jak to bywało do tej pory.

 

Amigo i Canon

Nawet chwycenie Amika za skórę uszło teraz Canonowi na sucho, choć szczeniak spodziewał się - z przyzwyczajenia - ostrej reprymendy i patrzył na owczarka z niepokojem.

 

Amigo i Canon

Canon wciąż jeszcze okazuje Amikowi szacunek, choć w codziennej "pracy" stróżów plasują się na równorzędych pozycjach - wszystko starają się robić razem. Wilk z kolei nadal, z przyzwyczajenia, stara się wydawać ważnym i groźnym. Ponieważ jest już trochę niższy od kolegi, wyciąga łapy i szyję najbardziej, jak tylko da radę, by być z nim równym wzrostem.

sobota, 28 sierpnia 2010, hundediary
free counters Licznik odwiedzin od sierpnia 2009 free counters